Towarzystwo Przyjaciół Grochowa – szkoły i ochronki

Uznałem, że ten artykuł, który pojawił się w rubryce „Z Grochowa” 1 lipca 1916 roku w tygodniku Echo Pragi, jest na tyle ciekawy, że warto go przepisać. Nie tylko dokumentuje działalność Karola (syna Charlesa) i Jadwigi Geberów, ale także przedstawia klimat tamtych wojennych dni pod okupacją niemiecką oraz oddaje charakter ówczesnego Grochowa. Poetycki styl autora również jest wart uwagi.

W dniu 25 b.m. w Grochowie odbyło się uroczyste poświęcenie 2 ochron i 3 szkół oraz czytelni im. Asnyka.
o g. 3 po południu pociąg kolejki, dążącej w stronę Wawra podwiózł nas do Grochowa II, gdzie już oczekiwali uprzejmi gospodarze obchodu z pp. inż Aleksandrem Około-Kułakiem (prezesem b. Komitetu Obywatelskiego), wiceprezesem Aleksandrem Karwowskim, znanym ziemianinem i przemysłowcem, Karolem Geberem i Wacławem Szancenbachem na czele.

Towarzystwo Przyjaciół Grochowa - szkoły i ochronkiPo powitaniu i krótkiej pogawędce wsiedliśmy do oczekujących powozów i udaliśmy się Grochowa II.
Tam ks. A. Volkmer, proboszcz praski, dopełnił poświęcenia 2 ochron, których troskliwymi opiekunkami są panie: Karolina (powinno być Jadwiga) Geberowa i Maria Ożarowska, czytelni im. Adama Asnyka, powstałej z darów Biblioteki publicznej i prywatnych i pozostającej pod zarządem pp.: Gebera, Około-Kułaka i Zbierańskiego oraz szkoły, doskonale prowadzonej przez p. Maruszewskiego i jego żonę, a będącej pod czujną opieką p. Heleny Szancenbachówny. Następnie dzieci ze szkół i ochron odśpiewały szereg pieśni narodowych, a później popisywały się na świeżym powietrzu.
Mali wykonawcy byli w bardzo dobrym usposobieniu. Aż serce rosło, gdy się widziało tyle miłych dzieciaków, schludnych, sympatycznie wyglądających i ochoczo wykonywających, bez zalęknięcia i pomyłek, czy to ćwiczenia ruchowe, czy też śpiewne. Są tam pomiędzy tą dziatwą, której czcigodne opiekunki nie szczędzą snadź naprawdę troskliwej opieki, główki rozgarnięte, zdolne, głosy miłe i wielce obiecujące i ręce, umiejące już dziś zdobyć się na szereg prac, któremi ochrony Grochowskie słusznie się chlubić mogą. W tym ostatnim kierunku należy zwrócić baczną uwagę i wytężyć usiłowania: roboty dziatwy grochowskiej zasługują na szerokie rozpowszechnienie, niektóre z nich bowiem (wyroby plecione ze słomy, imitacje koronek, kotary, i t. p.) są więcej niż udane.
Pod dobrem wrażeniem siedliśmy znów do powozów, aby się udać do Grochowa I.

Konie rączo biegły szosą, wiaterek rześki wiał nam w twarze, ochładzając skwarną temperaturę dnia czerwcowego. Oto już i stary park grochowski i dwór staroświecki, obecnie siedziba p-wa Aleksandrostwa Karwowskich.

Szumią stare drzewa grochowskie, lekko kołysze je wiatr z niedalekich łąk niosący woś świeżo skoszonego, pachnącego siana…, szumią drzewa i zdziwionym zdają się spoglądać wzrokiem na przybyłych.

Te drzewa, te mury tyle już widziały, tyle przetrwały… Biły w nie pioruny burz w skwarne lata, biły kule, których ślady są do dziś widoczne.
Mijamy dwór, udając się przedewszystkiem do szkoły. Prowadzi ją bardzo dobrze p. Stanisława Kowalewska, a czuwa nad nią bacznie i troskliwie p. Helena Około-Kułakowa, żona prezesa Komitetu, inż. Aleksandra Około-Kułaka; tu też popis wypadł bardzo dobrze i zyskał sobie ogólne uznanie.

Ztamtąd wracamy do dworu. Rezydencja pańska, w obecnej chwili zrujnowana, na piętrze, gdzie stosunkowo najmniejsze jest zniszczenie, w jednej z sal mieści ochronkę.
Miłe to i nadwyraz ujmujące wyglądem wewnętrznym schronisko. Wszystko tu świadczy o wykwintnej, czujnej, troskliwej i serdecznej opiece, jaką roztacza nad dziatwą i jej siedzibą p. Hanna Karwowska, opiekunka tej ochrony. Utalentowana i wysoce wykształcona muzycznie kompozytorka nie tylko myśli o kształceniu dziecięcych umysłów, ale i serc i dusz, z których pragnie wydobyć pierwiastek poezji i piękna. Więc tworzy dla nich piękne a łatwe melodie, które dzieci śpiewają bardzo umiejętnie i z dużym przejęciem, z zadziwiającym odczuciem zasadniczego tonu tych przeważnie na nutę sielsko-narodową snutych pieśni.
P. Hannie Karwowskiej dopomaga zarządzająca ochroną p. Pola Koźniewska, której próby poetyczne, młodzieńcze jeszcze, ale niepozbawione uczucia szczerego i naturalności wyrazu, należy powitać z uznaniem.

Dzieci odśpiewały kilka pieśni; wszystkie bardzo melodyjnie i bardzo ładnie, a w układzie proste i dostosowane do poziomu artystycznego wykonawców. Najlepiej się podobała pieśń „Do Polski”. Nie mogąc tu dać melodii, pozwolę sobie przytoczyć słowa jej, naturalne, proste, odśpiewane z uczuciem przez dziatwę:
„Polsko, Ojczyzno droga,
Przyjmij dziecięcy śpiew;
Niech płynie z serc do Boga
Z szumem rodzinnych drzew!
By Bóg wierzącym w Niego
Zesłał swej łaski znak,
By w chwale dnia przejasnego
Powstał wolności ptak!

Polsko, Ojczyzno nasza
Serca do Ciebie drżą –
Mrok w koło się rozprasza,
Blaski – promienie ślą,
Bóg zesłał jutrznię swobody,
Nauki rzucił siew,
O Polsko! na Twoje gody
Zabrzmi maluczkich śpiew”

Inne pieśni, jak „Dwór Grochowski”, „Nasza Ochronka”, „Wiosna”, również posiadają dużo zalet. P. Karwowska powinna zebrać szereg tych piosenek w jedną całość i ogłosić drukiem, jako śpiewnik dla małych dzieci do użytku szkółek i ochron. Śpiewnik taki przydałby się bardzo.
Po poświęceniu Ochron uprzejme i niestrudzone gospodynie obchodu i opiekunki zaprosiły zebranych na podwieczorek, podczas którego przemawiał ks. Volkmer oraz p. A Około-Kułak, który pokrótce zobrazował działalność miejscowych instytucji obywatelskich, działalność, jak można sądzić, bardzo pożyteczną, która zatoczyła szerokie kręgi, a ożywiona jest myślą szlachetną, poczuciem obowiązku i patryotyzmem bardzo szczerym.

Ochrony, szkoły, powstałe z darów Biblioteki Publicznej i prywatnych, czytelnia im. Asnyka, o rozwój której tak usilnie zabiegają wyżej wzmiankowani pp. Zbierański, Geber i Około-Kułak – toż to ogrom pracy zwłaszcza dziś, w tak trudnych warunkach, wobec wrogiego nieraz nastroju mało wykształconych umysłów.
Dusza rośnie, gdy się pomyśli, że dzięki gronu szlachetnych ludzi, da Bóg, wkrótce już dziatwa grochowska przestanie się zabawiać rzucaniem kamieni w okna wagonów pociągów kolejowych, a będzie szukać gdzie indziej pożyteczniejszej rozrywki.

I chciałoby się tym ludziom dobrej woli w imieniu wszystkich rozumiejących, jaką wagę, mają prace wokoło rozwoju dziatwy, powiedzieć serdeczne: „Bóg zapłać”.
Po podwieczorku, na wniosek p. Aleksandra Karwowskiego udano się na pola i łąki grochowskie, w stronę lasku sosnowego i niezapomnianej „olszynki”, aby zwiedzić miejsce, gdzie ma stanąć krzyż pamiątkowy.

Słońce zachodziło cudnie nad senną, dziwnie piękną w swojej smętnej zadumie, grochowską niziną, topiąc swój blask krwawy w wodzie sączącego leniwie swe wody strumyka. A myśl tęskna leciała w przeszłość i w przyszłość, w pełnym melancholii zamyśleniu siadła na dawnych mogiłach i dusza rwała się z pieśni hen – w ten kraj ojczysty, na szczęście, na swobodę…
Zad. Kończyc.

Źródło: e-biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, Echo Pragi, Organ tygodniowy Pragi i przedmieść, 1 lipca 1916 roku, numer 26