KIM ONI BYLI

Kim byli moi przodkowie, czyli jak dobrze poznać historię swojej rodziny i stworzyć drzewo genealogiczne

Szmelcarnia łoju we wsi Pólkowie (Pulkowie, Polikowie)

Strona główna » Blog » Pozostałe » Szmelcarnia łoju we wsi Pólkowie (Pulkowie, Polikowie)

Powstający przy wytwarzaniu mydła uciążliwy zapach (delikatnie mówiąc) stanowił problem dla jego producentów. Z tego powodu najbardziej uciążliwą część procesu produkcyjnego: wytwarzanie czystego tłuszczu z resztek zwierzęcych, starano się wynosić poza granice miasta. Ze zdziwieniem odkryłem, że nawet ulokowanie szmelcarni (szmelcy) na wsi Pólkowo pod Warszawą wiązało się ze zbytnią uciążliwością. O innej niedogodności mieszkania napisałem na końcu artykułu.

Szmelcarnia łoju we wsi Pólkowie 1829
Plan okolic Warszawy 1829 Tomasz Polakiewicz Źródło: Polona

Polikowo, Polików, Polków, Pulków, Pólkowo

Jak podaje Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego, wieś Polikowo była już wspomniana w dokumencie z 1367 roku, czyli jest najstarszą osadą na terenie obecnego Żoliborza. Główna jej część biegła wzdłuż ulicy Mickiewicza na północ od skrzyżowania z Krasińskiego. Z biegiem czasu wieś zmieniła nazwę na Polików, a następnie nazywano ją Polków. Funkcjonowały również oboczności Pólków i Pulków (jak np. Brudno i Bródno). Z czasem wieś traciła znaczenie, szczególnie po wybudowaniu Cytadeli.

Szmelcarnia łoju we wsi Pólkowie 1867
Wies Pulkow (podkreślona na czerwono) na Planie miasta Warszawy i okolic z 1867 roku. Źródło: Polona

Szmelcarnia

Już w 1822 roku Wydział Spraw Wewnętrznych i Duchownych wydał „Polecenie, aby szmelcarnie łoju i fabryki świec łojowych nie były cierpianemi w mieście Warszawie”.

W dokumencie można przeczytać, że „Minister Spraw Wewnętrznych i Policyi przełożył, iż mydlarze stolicy tujejszej wskutek wydanego przez Urząd Municypalny rozporządzenia, już nie na Pragę,(jak początkowo przez Wielkiego Księcia Naczelnego Wodzą poleconem było), lecz wedle później objawionych Jego Cesarzewiczowskiej Mości rozkazów,do wsi Młocin fabryki swoje przenieść mający, podali prośbę,w której żądając upoważnienia czyli konsensu do zawarcia z właścicielem wsi pomienionej urzędowego układu, względem nabycia gruntu, na umieszczenie fabryk w mowie będących, potrzebnego”.

W ten sposób powstała szmelcarnia w Pólkowie.

Szmelcarnia w Pólkowie prawdopodobnie była największą o ile nie jedyną w okolicach Warszawy. W Instrukcji dla Urzędów Konsumpcyjnych wydrukowanej w Dzienniku Powszechnym Krajowym 29 stycznia 1831, mimo że ustala ona reguły dla wszystkich szmelcarni pod Warszawą, to w dalszej części wspomina tylko o rogatce marymonckiej i uprawnieniach wójta gminy Młociny. W późniejszych dokumentach i zestawieniach występuje wyłącznie szmelcarnia w Młocinach, która zaspokaja prawie cale zapotrzebowanie na łój u mydlarzy.

Podejrzewam, że aromaty wydobywające się ze szmelcarni dochodziły aż do Cytadeli, co mocno przeszkadzało tam stacjonującym rosyjskim żołnierzom (bardziej oficerom). Prawdopodobnie dlatego w sprawę włączył się sam Książę Namiestnik Królestwa. Na jego polecenie powstał bardzo szczegóły dokument opisujący postępowanie konieczne, aby szmelcarnia nadal znajdowała się we wsi Pólkowo. Jeżeli uciążliwy zapach nadal by się wydobywał, właściciele mieli być zmuszeni do likwidacji szmelcarni w Pólkowie.

Spośród wymienionych w dokumencie mydlarzy: Liedkiego, Korezego i Henenberga, do tej pory udało mi się ustalić dwu. Wilhelm Liedtke to teść opisywanego wcześniej Karola Edwarda Roeslera.

Nazwisko Korezy to przekręcenie Kortzki (później Korczki). W Kurjerze Warszawskim z 11 lutego 1849 roku znajduje się informacja o sprzedaży nieruchomości we wsi Pólkowie. Karol Henryk Korczki (1793-1848) to brat Jana, ojca Franciszki, która wyszła za Jana Henryka Eberlein.

N° 9.

Zezwolenie na utrzymanie szmelcarni łoju we wsi Pólkowie, z warunkiem zaprowadzenia w nich ulepszonego apparatu do usunięcia szkodliwych wyziewów.

(d. 5 (17) Sierpnia 1848 r.)

Do Kommissyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych.

Sekretarz Stanu przy Radzie Administracyjnej.

W zadecydowaniu przedstawienia Kommissyi Rządowej z dnia 6 (18) Sierpnia r. z. 3 No 26803 /14943, w którem objaśniając okoliczności, dotyczące założenia szmelcarń we wsi Pólkowie pod Warszawą, własnością mydlarzy: Liedkiego, Korezego i Henenberga będących, zaproponowała niezwłoczne zamknięcie takowych z powodu, iż przez niezaprowadzenie w nich nowego wynalazku apparatów i niezachowanie warunków, instrukcyą w 1842 roku przepisanych, łój dawnym sposobem wytapiany, zaraża okolicę nieznośnem i zdrowiu ludzkiemu szkodliwem powietrzem; Książe Namiestnik Królestwa wziąwszy na uwagę, że natychmiastowe zamknięcie pomienionych szmelcarń, z których jedna wystawioną została na mocy konsensu, przez h. Kommissyę Wojewódzką w dniu 30 Września 1830 roku wydanego, a druga z powodu zajęcia przez wojska w roku 1831 i zniszczenia szmelcarń, we wsi Młocinach dawniej istniejących, nararaziłoby właścicieli ich na znaczne straty, i że wyziewy szkodliwe, z tychże szmelcarń pochodzące, usunięte być mogą przez zaprowadzenie udokładnionych apparatów bądź p. Gautier de Claubry, bądź d’Arceta, bądź innych, wyrzec raczył: 1) że szmelcarnie pomienione mogą być pozostawione na dotychczasowem miejscu, z włożeniem jedynie na właścicieli obowiązku zaprowadzenia w nich apparatów, któreby wydobywaniu się z łoju smrodliwych wyziewów zapobiegały; 2) że apparaty te urządzone być mają podług metody, jaką właściciele szmelcarń za najwłaściwszą uznają, a zatem niekoniecznie podług metody p. Gautier de Claubry, skoro ciż utrzymują, że używanie kwasu siarczanego, który wyrabianiu świec stearynowych nie szkodzi, psuje łój na świece łojowe przeznaczony, że do dopełnienia tego warunku pozostawia się czas do 1 Lipca r. b., z tem wyraźnem zastrżeniem, że gdyby w tym terminie okazało się, że zaprowadzone przez szmelcarzy apparaty nie odpowiadają zamierzonemu celowi, i wytapiany przez nich łój nie przestaje zapowietrzać okolicy smrodliwemi wyziewami, natenczas zakłady ich mają być niebawnie z Półkowa usunięte. O takowej decyzyi, w celu jej wykonania, mam honor Kom missyę Rządową Spraw Wewnętrznych i Duchownych zawiadomić.

w Warszawie, dnia 5 (17) Sierpnia 1848 r.

Rzeczywisty Radca Stanu, (podpisano) LeBrun.

No 17,729.

Zezwolenie na utrzymanie szmelcarni łoju we wsi Pólkowie, z warunkiem zaprowadzenia w nich ulepszonego apparatu do usunięcia szkodliwych wyziewów.

Ostatecznie szmelcarnia została przeniesiona w bardziej odludne miejsce. Pani Ewa Pustoła-Kozłowska lokuje ją w Lasach Młocińskich, tam, gdzie obecnie znajduje się ich resztka, czyli Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy Dęby Młocińskie (ulica Michaliny).

Właścicielem szmelcarni w nowym miejscu został warszawski kupiec Karol Aquilino. Firma prężnie się rozwijała się co najmniej do połowy lat 70. XIX wieku. W 1887 roku donoszono, że „od pewnego czasu nie funkcjonująca, nabytą została podobno przez jednego z tutejszych chemików, który zamierza założyć tam fabrykę świec stearynowych i glicerynowych”.

Szmelcarnia w Grochowie

Szmelcania w Grochowie istniała od 1883 roku jak donosił Kurjer Warszawski 19 kwietnia 1883. Najprawdopodobniej należała do Jana Hocha. Latem następnego roku (30 sierpnia 1884) ta sama gazeta donosiła o „strasznej woni topionego łoju, pochodzącej ze szmelcarni w Grochowie”. To nie było jedyne źródło, delikatnie mówiąc, uciążliwych zapachów. Na „pola otaczające Kamionek, Kamionków, Grochów mały czyli drugi, Górki i Grochów duży” wylewano zawartość z aparatów Bergera, czyli ówczesnych szambiarek warszawskich. Pisano, że „ta operacja zakaża do nie wytrzymania powietrze okropnemi wyziewami”.

Szczęśliwie dla mieszkańców technologia wyrobu mydła i świec uległa modyfikacji i szmelcarnie przestały istnieć. W 1896 przestała działać wytwórnia mydeł i świec Hocha w Grochowie. Nie zlikwidowało to jedna drugiej przyczyny smrodu, który nawet dziś stanowi jakiś problem.

Patrzeć jak Puls na Bergera

Podobno było to powiedzenie dość popularne w Warszawie. Jaki to był sposób patrzenia, można wywnioskować z użytych nazwisk. Fryderyk Puls był właścicielem jednej z pierwszych fabryk kosmetyków w Warszawie. Założył swoją fabrykę mydeł luksusowych w 1852 roku, a w 1892 roku firmę nabyła Klementyna Adolph. Rozwinęła je w prężny koncern kosmetyczny, który zakończył swą działalność w czasach PRLu.

Natomiast kim był Berger? W Internecie przytacza się, że był właścicielem zakładów asenizacyjnych. Nie jest to prawdą.

Christian Berger był niemieckim wynalazcą i nawet Warszawy nie zaszczycił swoją obecnością. Tak więc Puls nie mógł patrzeć na pana Bergera. Natomiast pewnie w powiedzeniu chodziło o patrzenie na aparat Bergera, popularnie nazywany bergerami. Według wspomnień zamieszczonych w Nowinach Literackich z 26 grudnia 1948, mimo że „praca odbywała się po nocach, ale odór był taki, że budził ludzi ze snu. Nie pomagały trociczki, tlące się po sypialniach, nie skutkowały kadzidła, palone na podwórzach”. Tak się mieszkało w XIX wiecznym Paryżu Północy.

Aparaty Bergera zostały sprowadzone w okolicach 1866 roku, przez Wosiewołoda Istomina (o którym pisałem przy okazji sklepu Wokulskiego) i Schöna. W tym roku spółka obu panów dostało zgodę od Magistratu miasta Warszawy na „wprowadzenie do Królestwa Polskiego apparatu Bergera” oraz przywilej na 10 lat „dokonywania wywózki nieczystości z kloak w mieście Warszawie za pomocą apparatu Bergera”.

Był to niewątpliwie duży krok w kierunku zwiększania higieny w Warszawie. Wcześniej zawartość dołów kloacznych wywożono w otwartych beczkach, które napełniano wiadrami. Lepiej nie wyobrażać sobie jakie zapachy rozsiewały wozy załadowane pełnymi beczkami chybocące się po ulicach Warszawy.

Aparaty Bergera do wywożenia nieczystości kloacznych Szambochleja
Szambiarka z XIX wieku. Kurjer Warszawski nr 95 z 29 kwietnia 1881 Źródło: Polona

10-letni kontrakt Istomina i Schöna na wywóz nieczystości aparatem Bergera starano się podważyć na najróżniejsze sposoby. Już w 1868 roku próbowano wprowadzić na rynek aparat systemu włoskiego wynalazku inżyniera Chapusot. W następnym roku wypróbowano wóz polskiego wynalazcy Kwiecińskiego. W końcu, w 1870 roku ograniczono obszar, na którym obowiązywała umowa, zezwalając na podpisywanie umów zarządców domów poza 61 główniejszymi ulicami w Warszawie również z firmą używającą wynalazku Lesag’a. Ostatecznie w kwietniu 1875 roku patent na aparaty Bergera w Warszawie wygasł i każdy mógł je budować. Jednym z wytwórców było Towarzystwo Akcyjne Warszawskiej Fabryki Machin, Narzędzi Rolniczych i Odlewów znajdujące się na ulicy Czerniakowskiej 59 (reklama).

Wprowadzenie tych innowacji poprawiło sytuację, ale i tak do dzisiejszych standardów było daleko. Wnioski komisji sanitarnej z 1879 roku mogą spokojnie przeczytać osoby o mocnych nerwach.

Gdy w 1879 roku Sokrates Starynkiewicz pełniący obowiązki prezydenta Warszawy przedstawił plan skanalizowania miasta i rozbudowy sieci wodociągowej okazało się, że wielu osobom aromaty miasta nie przeszkadzają, a wręcz stanowią jego zaletę. Między innymi powstała wtedy poniżej przedstawiona wielce pouczająca broszurka. Podobno została napisana przez jednego z rosyjskich urzędników, zwolennika całkowitej rusyfikacji polaków. Czasami czytając dzisiaj niektóre opracowania, przychodzi ona mi na myśl.

Kanalizacja Miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanizmu Źródło: Polona
Kanalizacja Miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanizmu Źródło: Polona

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.