Struktura książki o historii mojej rodziny

Uważam, że rozpoczęcie pracy nad książką genealogiczną jest momentem zwrotnym. Oznacza, że czas poszukiwań się zakończył i nastał czas ich opisywania. A badań genealogicznych przecież nigdy się nie kończy! Więc odwlekam ten moment, poświęcenia całej energii na pisanie książki o historii mojej rodziny. Przecież coś jeszcze trzeba uzupełnić, czegoś się dowiedzieć.

Jednak, dla uspokojenia sumienia, ciągle myślę o książce i dopracowuje jej elementy. Na przykład cały czas biję się z myślami, jaka powinna być jej struktura. W celu uporządkowania swoich przemyśleń spisałem je. Może komuś przyda się takie studium przypadku przy pisaniu własnej książki. Wcześniej spisałem opinie i informacje jak samodzielnie wydać książkę.

Oczywiście, zawsze można pójść na skróty, kupić książkę genealogiczną do wypełnienia i do niej wpisywać informacje. Uważam jednak, że znacznie lepiej jest dać ją komuś z rodziny w prezencie w celu zarażenia pasją.

Pierwsza decyzja dotyczącą książki o historii mojej rodziny

Pierwszą, dawną podjętą decyzją było podzielenie historii rodziny na tomy o różnych grupach rodzin przodków. Grupowanie wynika z odmiennych charakterów, pozycji społecznych, a także miejsca zamieszkania tych rodzin w pierwszej połowie XIX wieku. Przykładowo Geberowie to fabrykanci, którzy przybyli z Alzacji do Warszawy. Z kolei Brüchowie zostali ściągnięci na teren Polski, zaboru austriackiego, z Wiednia. Nawet drobnoszlacheckie rodziny Polkowskich i Wyrzykowów pochodzące z ziemi liwskiej miały zupełnie inne losy: jedni byli głównie urzędnikami państwowymi oraz wojskowymi, a drudzy pozostali wierni rolnictwu jako dzierżawcy, oficjaliści dworscy. Markowscy to z kolei chłopi, najpierw owczarze, a potem gospodarze. Przez dziesiątki lat nie mają ze sobą prawie nic wspólnego, aż w którymś tam pokoleniu rodziny się połączyły.

Podział na rodziny oznacza też, że nie muszę rezygnować ze wszelkich poszukiwań, tylko ograniczyć się tylko do tych rodzin, których jeszcze nie opisałem.

Drzewo genealogiczne czy wywód przodków?

Jest to dla niemal wszystkich oczywiste, że prawidłowo prowadząc poszukiwania genealogiczne, zaczynamy od siebie. Pierwszym dokumentem, który powinien być w naszych zasobach to odpis naszego aktu urodzenia (zwykle w praktyce się tak nie dzieje, ale w końcu zwykle musimy go mieć). Następnie zdobywamy informacje o coraz dalszych przodkach. Czyli robimy wywód przodków.

Czy taki sposób opisu będzie ciekawy dla czytelników historii mojej rodziny? Jednak jesteśmy przyzwyczajeni do poznawania ludzkich losów chronologicznie — od najstarszej historii do najnowszej. Oznacza to, że powinniśmy opisywać historię rodziny od najstarszego przedstawiciela do nas. Tak na przykład spisana jest Historia rodziny Leopoldów. Podziwiam tę książkę z wielu powodów, ale w tym momencie najbardziej warto wspomnieć, że numeracja rozdziałów odpowiada numeracji członków rodziny według systemu d’Aboville’a.

Struktura książki o historii mojej rodziny
Pierwsza strona spisu treści książki Antoniego i Jana Leopoldów

„Zaburzenia” drzewa genealogicznego

Wykorzystanie schematu drzewa genealogicznego jest idealne pod względem chronologicznym jedynie w przypadku dodawania do historii naszych przodków informacji o ich rodzeństwie. Głębsze wchodzenie w historię kuzynów, bez tracenia głównego wątku narracji jest możliwe tylko wtedy, gdy ich dalsze losy się przeplatają z losami naszych przodków. W innym przypadku dygresja nie może być długa. Wynika z tego, że losy potomków rodzeństwa najstarszych naszych przodków musimy opisać stosunkowo krótko albo wydzielić jako jakąś osobną część.

Ładną strukturę chronologiczną mogą również rozbić zbyt szczegółowe informacje o przodkach małżonków osób z głównego drzewa genealogicznego. Tu sytuacja jest odwrotna w stosunku do wspomnianych wcześniej potomków rodzeństwa. Im bliższe nam czasy opisujemy, tym losy przodków małżonków muszą być zapisane w coraz bardziej encyklopedycznej formie.

Struktura książki o historii mojej rodziny
Szkic „drzewa genealogicznego rodziny” Geberów do wyobrażenia sobie struktury książki

Teoretycznie część historii zaburzających chronologię można by włożyć w przypisy, ale wydaje mi się, że wpływają negatywnie na płynność odbioru. Poza tym przypisom wolę zostawić tylko funkcję bibliograficzną i czasami komentującą. Oczywiście mam na myśli wyłącznie przypisy dolne, bo umieszczanie ich na końcu rozdziału czy całej książki, to kompletny przeżytek z czasów ręcznego składu.

Całe drzewo genealogiczne vs. minidrzewka

Zgodnie z chińskim przysłowiem, że jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów, w książce genealogicznej warto umieścić schematy relacji rodzinnych. Jednak załączenie wielkiej płachty drzewa genealogicznego rodziny do książki uważam za pozbawione sensu. Po pierwsze trudno mi sobie wyobrazić ciągłe odkładanie książki i podchodzenie do stołu czy ściany, na której kilkumetrowa płachta jest rozwinięta, w celu sprawdzenia opisywanych relacji rodzinnych. Po drugie załączenie takiego wydruku bardzo podraża koszt wydania książki (można zrobić go jako opcję dodatkową czy wydanie specjalne). Dlatego sensownym rozwiązaniem wydaje mi się umieszczanie minidrzewek mieszczących się na jednej stronie.

Pod pojęciem minidrzewka rozumiem schemat obejmujący główną osobę, którą opisujemy w danym rozdziale, jego rodziców, partnera/partnerkę wraz z rodzicami oraz ich dzieci. Oprócz imion i nazwisk na schemacie warto podać daty urodzin, ślubów i zgonów, ale zwykle wystarczy podać jedynie lata, a nie daty dzienne. Inne informacje, które zwykle się dodaje w drzewie, czyli miejsca zdarzeń czy zawody wydają się informacją nadmiarową, niepotrzebnie zaciemniająca główne informacje. Więcej niż trzy pokolenia warto pokazywać w przypadkach ubytku przodków, czyli gdy małżonkowie mają jakiegoś wspólnego przodka. Przy większych wykresach (wiele dzieci, kilkoro żon czy mężów i skomplikowane więzi rodzinne) mogą wystąpić problemy ze zmieszczeniem minidrzewka na jednej stronie. Pod tym względem publikowanie w sieci jest znacznie wygodniejsze.

Struktura książki o historii mojej rodziny
Skomplikowane drzewo genealogiczne rodzin Baum i Diehl

Potrzebę takiego rozwiązania zaobserwowałem, rozgryzając jedną z większych rodzin opisaną w książce „Rodziny polskie pochodzenia cudzoziemskiego osiadłe w Warszawie i okolicach” autorstwa Stanisława Łozy. Mimo stosowania przez autora publikacji systemu opisu rejestrowego, ze względu na liczne potomstwo i często powtarzające się imiona, na trzeciej stronie opracowania zacząłem się już gubić. A taka rodzina jak Lilpop to 7 stron, Diehl 9 stron tego opracowania.

Książka genealogiczna inaczej

Mając talent literacki, można się pokusić na zupełnie inny sposób opisu historii rodziny. Podjąłem kiedyś próbę napisania kawałka historii mojej rodziny w konwencji powieści historycznej. Przekonałem się, że rzetelne wykonanie tego zadania wymaga niezwykle szerokiej wiedzy. Z drugiej strony, jeden z kuzynów (nazwijmy go zawodowym humanistą) zaczął pisać powieść historyczną o naszej wspólnej rodzinie, ale ostatecznie wydał tylko pierwszy tom, w którym jedynym faktem z którym mogę się zgodzić, to … brzmienie nazwiska.

Innym gatunkiem, który można wykorzystać, jest powieść „typu detektywistycznego”, czyli pokazywać jak odkrywaliśmy kolejnych swoich przodków. Mój i pewnie wiele innych blogów jest oparty na takiej zasadzie. Jednak w przypadku książki wydaje mi się, że takie podejście wymaga już niezwykle profesjonalnego warsztatu i dobrego pióra, aby nie zatracić proporcji: opowiedzieć ciekawie historię rodziny i omówić metody poszukiwań.
Chciałbym podkreślić, że tu nie mam na myśli ani książki detektywistycznej z genealogią w tle (klasyka gatunku to The Dead Secret Wilkie Collinsa wydana w 1856 roku, polski przekład: Tajemnica Mirtowego Pokoju) ani książki typu poradnikowego, w którym poszczególne sposoby prowadzenia badań genealogicznych są ilustrowane poszukiwaniami członków naszej rodziny. Przykładem tego ostatniego typu książki jest Poszukiwanie przodków. Genealogia dla każdego Małgorzaty Nowaczyk. Z kolei w książce Grażyny Rychlik Praktykowanie genealogii historia rodziny jest podana w formie oddzielnego rozdziału, obok potężnej dawki wiedzy na temat standardów zapisu genealogicznego.

Indeksy i zestawienia

Wydaje mi się, że każdy genealog zaczyna lekturę książki od indeksu osobowego. Z tego powodu uważam, że jest on niezbędnym elementem, któremu trzeba poświęcić dużo uwagi. Niestety, wymaga on dużego nakładu pracy. W niektórych przypadkach oprócz indeksu nazwisk przydatny może się okazać skorowidz miejscowości czy wręcz adresów, zawodów lub innych cech charakterystycznych. W historii mojej rodziny zamierzam w końcowym zestawieniu spisać miejsca, w których poszczególne osoby spoczywają.

Wypełnienie struktury tekstem

Mam już napisane kilkadziesiąt stron szkieletu książki (kto jest czyim dzieckiem i kim był). Na blogu, z ponad 300 wpisów około ¼ dotyczy rodziny Geberów i ich otoczenia. Niektóre z nich można wykorzystać w części, a kilka nawet w całości. Pewnie też trzeba będzie jakieś wiadomości uzupełnić. Więc pracy do zakończenia książki historii jednej z moich rodzin jest jeszcze bardzo dużo.

Ponadto cały czas staram się uczyć jak ciekawie pisać. Z racji wykonywanego przez wiele lat zawodu szczególnie przypadła mi do gustu książka Pawła Tkaczyka Narratologia. Co prawda część jej jest poświęcona jak pisać wymyślone historie, a nie prawdziwe, ale nawet to jest inspirujące. Z kolei część, o jakich tym słów używać, jak je zestawiać, to powinienem czytać przed każdym zasiądnięciem do klawiatury.

Opublikowany przez Maciej A. Markowski

Maciej Adam Markowski - z wykształcenia doktor nauk technicznych, przez większość swojej pracy zawodowej zarządzał marketingiem w korporacjach, a z zamiłowania historyk rodziny. Członek Polskiego Towarzystwa Genealogicznego i członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Przyłącz się do konwersacji

2 komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Dzięki za ten wpis! Już wiem, że nie tylko ja mam galimatias w głowie związany z tym, jak spisać, opisać dzieje rodziny. Twoje przemyślenia bardzo mi pomogą. Chociaż mam jeszcze inną koncepcję struktury książki, niż te wymienione przez Ciebie: tak sobie myślę, aby napisać dzieje rodziny w odniesieniu do ważnych wydarzeń z historii naszego państwa, czyli coś w rodzaju „gdzie ty przodku wtedy byłeś?”

50% Complete

Powiadomienia o nowych wpisach

Widzę, że to kolejna wizyta na moim blogu. Może warto otrzymywać informację o nowych wpisach? Jeżeli tak, to proszę podać adres poczty i nacisnąć "Zapisz mnie"

Będę wysyłał informacje wyłącznie w związku z tekstami umieszczonymi na stronie i produktami genealogicznymi np: książkami, ofertami muzeów, archiwów, imprez itp. W każdej chwili można wycofać udzieloną zgodę.

Kliknięcie przycisku "Zapisz mnie" oznacza akceptację

Polityki prywatności

Holler Box

Informacje o nowościach na blogu

Aby otrzymywać informację o nowych wpisach proszę podać adres poczty i nacisnąć "Zapisz mnie"

Będę wysyłał informacje wyłącznie w związku z tekstami umieszczonymi na stronie i produktami genealogicznymi np: książkami, ofertami muzeów, archiwów, imprez itp. W każdej chwili można wycofać udzieloną zgodę.

Kliknięcie przycisku "Zapisz mnie" oznacza akceptację

Polityki prywatności

Holler Box