Przodkowie, moi przodkowie i ja

Prowadząc lekcje i wykłady na temat genealogii, często podkreślam znaczenie poznania historii rodziny w zrozumieniu siebie i świata. Wiedząc, kim byli nasi przodkowie, nie tylko możemy lepiej ich zrozumieć, ale także uświadomić sobie jaki wpływ na nas mieli. A wpływ mogli mieć przeróżny, zarówno możemy być do nich podobni lub stanąć po drugiej stronie barykady. Funkcjonują prawdy ludowe typu „niedaleko pada jabłko od jabłoni” czy „jaki ojciec taki syn”. Wbrew nimi, jabłko wcale blisko upaść nie musi — może spaść wręcz po przeciwnej stronie. Jednym z takich najbardziej przemawiających przykładów są Józef Piłsudski i Feliks Dzierżyński. Wywodzą się z podobnego szlacheckiego środowiska, a mimo to są symbolami zupełnie różnych postaw. Warto wspomnieć, że następca Dzierżyńskiego, Wiaczesław Mienżynski również był potomkiem polskiego szlachcica, a brat Krwawego Feliksa, Władysław Dzierżyński, był między innymi oficerem Wojska Polskiego.

Nasi przodkowie wcale nie determinują tego, kim my jesteśmy

Przykładami rodzin rozdzielonych przez poglądy narodowościowe czy polityczne można sypać jak z rękawa. Rodzony brat Gabriela Narutowicza, Stanisław był rzecznikiem niepodległego Państwa Litewskiego. Andrzej Szeptycki, pochodzący ze starego rodu, wnuk Aleksandra Fredy, opowiedział się po stronie ukraińskiej. Spośród jego sześciu braci pięciu uważało się za Polaków, w tym sławny gen. Stanisław Szeptycki. Dzisiaj również możemy obserwować podobne podziały wśród rodzonych braci i sióstr.
Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz

Ikoną zdrady narodowej jest Franciszek Ksawery Branicki, żonaty z ulubienicą i domniemaną córką naturalną carycy Katarzyny. Czy w związku z tym przekreślamy dokonania jego potomków? Jeżeli nie są znane ich losy, to polecam do przeczytania książkę „Dzieje rodu i fortuny Branickich” Marka Ruszczyca.

Czy to jest odosobniony przypadek służenia obcym mocarstwom? Zdecydowanie nie. Przykładowo Rosjanie stanowili mały procent całej kadry urzędniczej w Królestwie Polskim — większość stanowili Polacy. Dla wylegitymowanej szlachty służba wojskowa w armiach zaborców była dobrowolnym wyborem. Tylko chłopi i mieszczanie podlegali obowiązkowemu poborowi. Jednak rzadko komukolwiek wypominana się służbę obcemu mocarstwu w tamtych czasach. Też mało kto wspomina, że wylegitymowanie wiązało się ze składaniem przysięgi na wierność carowi.

Dużo większe emocje budzi znacznie późniejsza służba w obcym wojsku, szczególnie w Wehrmachcie podczas II wojny światowej, mimo że przed nią praktycznie nie było ucieczki, a dobrowolne wstępowanie do armii najeźdźcy to absolutnie nieliczne wyjątki. Przy czym trzeba pamiętać, że podczas II wojny światowej to właśnie w tej armii służyło najwięcej Polaków (około 400 tys.).

Dopiero poznanie historii, kontekstu, mechanizmów rządzących w tamtych czasach pozwala zrozumieć, czym niby podobne zjawiska różniły się między sobą. To, co kiedyś było bardzo złe, dziś nie wzbudza takich odczuć. Podobnie, dzisiejsze społecznie akceptowane zachowania, dawniej mogły być odebrane bardzo negatywnie. To, co się przytrafiło przodkom, jakich wyborów dokonali albo dokonano za nich, wpłynęło na nie tylko na to, jacy oni byli później, ale także jak wychowali (albo nie wychowali) swoje dzieci, a oni swoje dzieci.

Nie mieliśmy wpływu na to jak zachowywali się nasi przodkowie, więc za nie nie odpowiadamy. Natomiast powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o naszych antenatach, bo dzięki nim jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Znając ich losy, możemy zrozumieć, dlaczego tacy jesteśmy.

Moi przodkowie

W mojej rodzinie nie brakowało sytuacji, gdy trzeba było dokonać wyborów lub sama historia dokonywała wyborów za nich. W swoich poszukiwaniach genealogicznych skupiam się na XIX, gdy ugruntowywało się pojęcie narodowości. Skupiając się tylko na tym pojęciu, mogę opisać wiele przykładów ze swojej rodziny.  W tym czasie moi przodkowie byli między innymi Austriakami, Niemcami, Węgrami, Francuzami. Co więcej, nawet miejsca skąd przybyli to regiony niejednolite etnicznie.

Charles Geber, jego rodzina i firma Charles i Emilia
Charles Geber i Emilia Leubner

W Alzacji, miejscu urodzenia Charlesa Gebera mówi się dialektem niemiecki, ale większość mieszkańców uważała się i nadal uważa z Francuzów. Chales też uważał się za francuza, służył 6 lat w armii cesarza Napoleona III. Po włączeniu Alzacji do III Rzeszy moi kuzyni zostali zmuszeni do wstąpienia do Wehrmachtu. Jeden zginął na froncie wschodnim lub rosyjskim łagrze, a drugi miał szczęście i wrócił do domu. Wnuk Charlesa służył w Wojsku Polskim, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej.

Jeszcze większa mieszanka występuje w miejscu urodzenia Sandora Duma de Vajda Hunyad. Miasto Oraviţa (węg. Oravicabánya) znajduje się obecnie na terenie Rumunii. Mieszkający tam Dumowie uważają się za Rumunów. Natomiast rodzina brata Prapradziadka mieszka w Budapeszcie i oczywiście są Węgrami. Natomiast dalsza część rodziny po II wojnie światowej uciekła z Rumunii do Niemiec, gdzie dostali obywatelstwo jako szwabowie dunajscy. Halina Martinowa, córka Aleksandra Duma de Vajda Hunyad, była w Armii Krajowej, brała udział w Powstaniu Warszawskim. Po ucieczce na zachód niezwykle aktywnie działała w organizacjach polonijnych, pomagała żołnierzom AK, tworzyła archiwum AK, występowała w Radiu Wolna Europa (biogram w Wikipedii).

kapitan (Hauptmann) Oskar Brüch
Kapitan Oskar Brüch autoportret

Franciszek Brüch był absolwentem wiedeńskiej Akademii Leśnej. Został zatrudniony przez Jabłonowskich na stanowisko rządcy lasów i tam został. Wśród jego potomków są między innymi: Krystyna Frytszak (AK, poległa w Powstaniu Warszawskim), Jerzy Hara (lotnik RAF, zginął podczas lotu treningowego podczas II wojny światowej), Kornel Filipowicz (biogram w Wikipedii), Tadeusz Nyczek (biogram w Wikipedii). Z drugiej strony, jeden z synów Franciszka, Józef Adolf został oficerem armii Austro-Węgier. W tej linii wnukowie Franciszka poszli w ślady ojca: kapitan armii Austro-Węgier i uznany austriacki malarz Oskar Brüch (biogram w niemieckiej Wikipedii oraz  kartograf, kapitan armii Austro-Węgier Viktor Brüch.

Ja

Moja najczęstsza odpowiedź na pytanie, kim jestem to: 5 pokolenie inżynierów zajmujących się komunikacją. Linia ta nie biegnie wprost. Co prawda mój Tata był inżynierem, ale jego Tata, uczył historii. Babcia po mieczu też otrzymała tytuł magistra historii na Uniwersytecie Warszawskim, ale uczyła geografii. Inżynierem był Tata Mamy (Mama też inżynier). Wszyscy zajmowaliśmy się elektroniką. Tata Dziadka matczynego, jak i tego tata byli inżynierami kolejnictwa. Co prawda widać, że historia jako domena Dziadków po mieczu do mnie wróciła.

inż. Adam Karol Smoliński
inż. Adam Smoliński

Wybór drogi, którą kroczyli przodkowie, czasami nie był przyjemny. Zdarzało się, że otrzymywałem gorsze oceny, bo oczekiwano ode mnie więcej, skoro byłem wnukiem i synem. Jednak na całe życie zapamiętałem sytuację, gdy dostałem wyższą ocenę za samo nazwisko. Delikatnie mówiąc, było to bardzo nieprzyjemne.

Miałem to szczęście, że moi Dziadkowie i Rodzice znajdowali dla mnie czas. Ukształtowali mnie tak, że w dużej części podzielam te same wartości. Mogło być zupełnie inaczej. Większy wpływ mogła mieć na mnie jedna czy druga szkoła czy ulica. Wtedy bym określał siebie zupełnie inaczej.

Też miałem szczęście, że nie musiałem się mierzyć z czarną legendą rodziny. Jerzy Wojciech Borejsza w swojej najnowszej książce, historii swojego życia, zatytułowanej „Ostaniec, czyli ostatni świadek” wręcz napisał, że w każdej rodzinie znajdzie się potwór. Stryjem Jerzego Borejszy był niesławny oficer Urzędu Bezpieczeństwa Józef Różański.
Książka ta częściowo była inspiracją tego wpisu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *