Kim byli moi przodkowie, czyli jak dobrze poznać historię swojej rodziny i stworzyć drzewo genealogiczne

Pożar Pułtuska, Sienkiewicz i moja rodzina

Strona główna » Blog » Wyrzyk Walenty » Pożar Pułtuska, Sienkiewicz i moja rodzina

W lipcu 1875 wybuchł wielki pożar Pułtuska. Nie było w nim nic niezwykłego, pożary trawiące całe miasta w tym czasie były niemal na porządku dziennym. Jednak za sprawą Henryka Sienkiewicza pożar ten stał się sławny. Po pierwsze stało się to za sprawą napisanego przez niego reportażu z miejsca tragedii. W opinii prof. UŁ Magdaleny Pietrzak (por. Wyznaczniki gatunkowe felietonu drugiej połowy XIX wieku) felieton ten jest uznawany za jeden z najlepszych tekstów publicystycznych Sienkiewicza. Po drugie, powszechnie uważa się, że pobyt na pogorzelisku był inspiracją autora do opisu pożaru Rzymu umieszczonego w Quo vadis.

Dla mnie upiększenia, stylistyka jest mało ważna. Istotne są fakty. A tych u Sienkiewicza brakuje, na dodatek zdarza mu się przeinaczać je jeżeli fakty nie pasują do narracji. Zwracał na to uwagę już pierwszy pryncypał Sienkiewicza redaktor Gazety Polskiej Józef Sikorski. Dopiero kolejny redaktor Edward Leo, dawał Sienkiewiczowi popłynąć, stawiając formę nad merytorycznością.

Dlatego mogę co najwyżej użyć nazwiska Sienkiewicza, aby zwiększyć zainteresowanie swoimi tekstami. Jeżeli mógł on użyć nazwiska moich przodków (używał też pseudonimu Juliusz Polkowski — ciekawe dlaczego?), to ja mogę go wykorzystać.

Pożar Pułtuska w Kurjerze Warszawskim

Do Kurjera Warszawskiego relację napisał Tadeusz Czapelski. Skoro to był zaledwie jeden z wielu pożarów (w sierpniu tego roku zbierano fundusze dla pogorzelców z miast Pułtuska, Opola i Końskowoli), to pierwsza notatka była krótka:

Wysłany przez nas umyślnie do Pułtuska sprawozdawca, maluje obraz klęski w najciemniejszych barwach.
Centrum miasta zgorzało do szczętu, prócz jednej połaci rynku, dzielnicy około św. Krzyża, części Starego Miasta i Rybitwy — wszystko w gruzach. Mieszkańcy swych dawnych siedzib odnaleźć dziś nie potrafią — ludność obozuje na placach i na polu za Narwią, tysiące spędzają noce pod golem niebem. Straty niesłychanie dotkliwie. Pomocy nie było żadnej, do dziś rana wrzał jeszcze ogień w murach progimuazjum i w szpitalu św.Wincentego. W wielu domach pożar tenże nie wygasa. Rozpaczy pogorzelców żadne pióro opisać nie zdoła, — wciska się głód…
Ratunku, ratunku dla tych nieszczęśliwych!

Kurjer Warszawski 12 (24) lipca 1875

Pełna relacja tego autora, długa, już bardziej poetycka i pełna szczegółów, zatytułowana NA RUINACH PUŁTUSKA ukazała się w poniedziałek 14 (26) lipca w Kurjerze Warszawskim. Dowiedzieć się z niej można, jakie ważne budynki spłonęły (np. sąd, hipoteka, apteka, urząd telegraficzny, kościół po Benedyktyński wraz z biblioteką i przylegające gimnazjum – Prapradziadek Zaruski miał się tam podobno uczyć.), z 300 posesji spłonęło 160, 500 budowli zostało obróconych w perzynę. Wymienione są również urzędy, budowle i obszary miasta, które ocalały (np. kościół po Reformatorów, w którego kryptach spoczywają moje 5 i 6 x Prababki Przeradowskie). Dzięki temu możemy się spodziewać, jakich dokumentów z Pułtuska już nie znajdziemy, a które miały szanse przetrwać. Czapelski wymienił również osoby biorące udział w walce z płomieniami (Lucjan Uszyński właściciel Łubienicy pod Pułtuskiem, Słomczyński z Kleszewa).

Oficjalne podsumowanie pożaru ukazało się w piśmie Wiek i widać, z niego, że pierwsze wiadomości Czapelskiego były w miarę dokładne.

Według urzędowych wiadomości o pożarze Pułtuskim, ogień pokazał się w d.20 lipca o godz.11-ej rano, w oficynie domu należącego do Źelmana Szteinberga. Ogień objął miasto w przeciągu godziny i zniszczył domów mieszkalnych 151, oficyn 190, budowli gospodarskich 360, razem 701 ubezpieczonych na 250,800rs. — wartość budowli spalonych a nieubezpieczonych około 39,500rs., — ruchomości ubezpieczonych 49, 600rs. i nieubezpieczonych 314,480 rubli. W ogóle szkody wynoszą 654,380 rubli. Po stłumieniu pożaru znaleziono ciało 9-letniego chłopca starozakonnego Moszka Kosarz, który zginął w ogniu.

Wiek gazeta polityczna literacka i społeczna nr 176 12 sierpnia 1875

Po tygodniu dodatkowo pojawiła się w Kurjerze mała, ale jakże dla mnie ważna notatka:

Donoszą nam, iż p. Walenty Wyrzyk, główny administrator i zarządca dóbr hr. Alfreda Potockiego przybywszy z sześćdziesiątką swych ludzi na miejsce pożaru w Pułtusku, niemal z narażeniem własnego życia stłumił potęgę rozpasanego żywiołu.

Kurjer Warszawski 30 lipca 1875

Walenty Wyrzyk, to mój 3 x Pradziadek o bardzo ciekawym życiorysie.

Widok ogólny Pułtuska Wycinek z „Tygodnika Ilustrowanego” 1867, nr 397.

a jak pożar opisywano

Samego Sienkiewiczowskiego opisu pożaru nie będę przytaczał. Można sobie ją przeczytać w oryginale.

Ciekawy natomiast jest wątek powstania tego opisu. Sienkiewicz zaczyna tak:

Rankiem we czwartek doszła nas przerażająca wiadomość o pożarze w Pułtusku; nazajutrz, to jest w piątek, wyruszyłem z Warszawy, ażeby naocznie przekonać się o klęsce, i dać wam najdokładniejszy jej opis.

Gazeta Polska 14 (26) lipca 1827

Rzeczywiście w macierzystej dla Sienkiewicza Gazecie Polskiej pierwsza informacja o pożarze ukazała się w czwartek 10 (22) lipca (pożar Pułtuska wybuchł w dniu wczorajszym). Sienkiewicz w swoim felietonie napisał, że wyruszył dnia następnego. Natomiast w wielokrotnie przytaczanym opisie Tadeusza Czapelskiego reakcja na wybuch pożaru była natychmiastowa:

W rok później, na schyłku lipca, kiedyśmy znów odbywali sjestę ogrodo­wą, nadbiegł ktoś z wieścią o szalonym pożarze Pułtuska. Zagrożone podob­no miasto całe. Zeszłej nocy buchnęły iskry i w Serocku. Czyżby podpalenie – Moskale? Jadę – krzyknąłem porywając się z miejsca. A może by i pan, panie Henryku? – zaproponuje swojemu felietoniście Edward Leo, redaktor «Gazety Polskiej». Już pojechałem – wycedził z flegmą Sienkiewicz. Po drodze bierzemy okrycia, a za moment «sztajnkelerka», przedpotopo­wa ekstrapoczta, jest na nasze usługi. Dziwiłem się co prawda tej nagłej decyzji spokojnego kamiennie Sienkie­wicza, ale z czasem doszedłem do przekonania, że łatwiej mu było wybrać się za ocean niżeli w Warszawie z wizytą. 

[…] Skreśliłem natychmiast dorywcze spra­wozdanie z gorącym wezwaniem do składek. Jakoż nazajutrz ukazało się ono w «Kurierze Warszawskim».

A Sienkiewicz?

Znużony, musiał dni parę odpocząć, skupić się, przemyśleć widziane najsumienniej, by dopiero w sobotnim [!] felietonie dać rzecz pt. Zgliszcza Straciła na tym zapewne aktualność dziennikarska… Zyskało pi­śmiennictwo!”.

Czapelski T., Z pamiętnika nienapisanego, „Słowo Polskie” 27 X 1924, nr 294, s. 6

Jak widać, Czapelski twierdzi, że Sienkiewicz potrzebował dobrych kilku dni na „przetrawienie”, co podkreślił jeszcze wykrzyknikiem. Natomiast z dat publikacji wynika, że krótka wzmianka ukazała się w sobotę 12 (24) lipca, pełna relacja Czapelskiego w poniedziałek 14 (26) lipca, a Sienkiewicza we wtorek 15 (27) lipca. Jakże ta pamięć jest zawodna!

Czy ta różnica kilku dni coś zmienia? Myślę, że tak. Stawia pod znakiem zapytania dobrą pamięć Czapelskiego, szczególnie gdy przypomnimy sobie, w jakim reżimie czasowym Sienkiewicz publikował kolejne odcinki swoich powieści.

Morał z tej historii jest następujący: zawsze warto relację sprawdzać pod każdym możliwym kątem, a nie wierzyć we wszystko to, co napisano w gazecie czy wspomnieniach, nawet najbardziej zasłużonych osób. Szkoda, że wielu o tym nie pamięta.

Stara wieża ratuszowa w Pułtusku, przed pożarem w r. 1875 Wycinek z „Tygodnika Ilustrowanego” 1879

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *