Pięciu poległych i aparat władzy carskiej w 1861 roku

Pięciu poległych i aparat władzy carskiej w 1861 roku

Na pierwszej stronie gadzinówki Gazety Warszawskiej z 11 listopada 1865 wydrukowano artykuł propagandowy usiłujący zdyskredytować ofiarę krwi Pięciu Poległych, czyli osób zabitych przez wojsko carskie podczas demonstracji na Placu Zamkowym 27 lutego 1861 roku. Pogrzeb ofiar Rosjan był w wielką manifestacją patriotyczną. Brali w niej udział niemal wszystkie środowiska, a pogrzeb celebrowali duchowni wielu wyznań. Był to też początek żałoby narodowej i wstęp do postania styczniowego (więcej na ten temat warto przeczytać na stronie Warszawa historia ukryta).

Postanowiłem podzielić się tym artykułem, przepisując go w całości. Jednak głównym motywem umieszczenia go na moim blogu nie jest przedstawienie mechanizmów propagandowych, bo znów doskonale je znamy. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na realia życia w Warszawie, szczególnie sposobu działania aparatu władzy carskiej (może nawet lepszych od dzisiejszych metod inwigilacji). Kiedyś narzekałem na jej brak, próbując napisać rzetelna powieść historyczną.

Starałem się zachować oryginalną interpunkcję, ale ortografię przerobiłem na współczesną, aby tłumacz Google miał jakiekolwiek szanse zadziałać.


Manifestacja urządzona przez podżegaczy rewolucji  15 (27) Lutego 1861 r. w Warszawie pociągnęła za sobą smutne starcie mieszkańców z wojskami, w następstwie czego poległo pięciu ludzi.

Wzburzenie ludu było tak wielkie, że były Namiestnik Królestwa Polskiego książę Gorczakow, zgodnie z przedstawieniem niektórych mieszkańców miasta, pozwolił na utworzenie, z wybranych obywateli, tak zwanej delegacji, której poruczone było pilnować porządku podczas mającego nastąpić pogrzebu. W nocy z dna 15 (27) na 16 (28) Lutego, delegacja rozpoczęła swe czynności, i w pierwszym protokole swego posiedzenia, podała do powszechnej wiadomości, nazwiska pięciu poległych, a między innymi: „Karola Brendla,—robotnika z fabryki żelaznej, — który padł,” według słów protokółu—„po wystrzałach, — na trotuarze.“ Zwłoki poległego Brendla — w liczbie innych—były wystawione w hotelu Europejskim, i „tysiące ludu,” według słów najbardziej upowszechnionego pisma—Kuryera Warszawskiego (1861, nr 58), odwiedzało zwłoki poległych, „z cichą skargą na zaciśniętych ustach i modlitwą o przebaczenie w sercach.“ Zewnętrzne ułożenie zwłok poległych, procesja pogrzebowa—w ogóle wszystko użyte było przez delegację dla wzburzenia pospólstwa, i klęczący fanatycznie nastrojony tłum, w chwili religijnego uniesienia widział, w poległych—świętych, do liczby których zaledwie nie został dołączony i Karol Brendel, kiedy nagle, wkrótce po pogrzebie, zaczęto mówić w Warszawie, iż on żyje. Lecz umyślnie—czy nie,—wieść ta znikła pośród szybko następujących po sobie wypadków.

pogrzeb Pięciu poległych w 1861 roku

W roku bieżącym komisja wojenno-śledcza otrzymała prywatną wiadomość, że Karol Brendel rzeczywiście nie był zabity, że pod jego imieniem został pochowany kto inny, i że sam Brendel był obecny na swym pogrzebie. Dla wyjaśnienia tak zadziwiającego faktu,—który oprócz możliwej umyślności, może służyć za dowód, jak mało delegacja kierowała się prawdą, zwracając głównie uwagę na nadanie pogrzebowi jak największego efektu dla wzburzenia tłumów,—komisja zażądała książkę meldunkową domu pod Nr 844, w którym, według sprawdzenia, mieszkał Brendel do chwili mniemanej swej śmierci.

Przy przejrzeniu książki tej okazało się, że Karol Brendel w niej zanotowany jest przez dozorcę VII cyrkułu, — Małeckiego, jako poległy 15 (27) Lutego 1861 r., na Krakowskim Przedmieściu. Odnotowanie to, po pewnym czasie, — jak można wnosić z koloru atramentu,—zostało zakreślone, a w odpowiedniej rubryce zanotowano: Karol Brendel 27 Października (6 Listopada) 1861 r. wyjechał do miasteczka Czyżewa. Wiadomość ta nie wyjaśniając faktu, uczyniła go jeszcze ciekawszym, a dlatego komissya wyprowadziła formalne śledztwo (z którego okazało się co następuje: Karol Brendel,—pruski poddany, przybył do Warszawy z Wrocławia, za paszportem z 16 Marca 1860r. Nr36, i mieszkał w domu Hübscha u wdowy Lefas. Wezwani do komisji: Julja Lefas, lat 60,ewangeliczka, syn jej Juliusz lat 19, katolik; córka Helena lat 13, ewangeliczka, właściciel domu, Karol Hübsch, lat 45 katolik, żona tego ostatniego, Julja lat 42, ewangeliczka,—pod przysięgą zeznali — zupełnie jednozgodnie —że wspomniony Karol Brendel rzeczywiście mieszkał od Października 1860 roku w domu Hübscha, u wdowy Lefas, i że na kilka dni przed 15 (27) Lutego 1861 r. „rano, według zwyczaju, wyszedł z domu dla znalezienia sobie dziennej roboty na stacji petersburgsko-warszawskiej kolei żelaznej na Pradze. Po wypadku 15 (27) Lutego, przeczytawszy w gazecie o śmierci Karola Brendla—wdowa Lefas, zmartwiona stratą lokatora, a jeszcze bardziej tym, że ten ostatni pozostał jej dłużnym 1 srebrnego rubla i 50 kopiejek,—za radą znajomych, udała się do urządzonego na ten czas przez delegację „warszawskiego miejskiego komitetu wsparć.”

Obowiązkiem komitetu, było przyjmowanie ofiar pieniężnych, składanych na ten czas pod wpływem patriotycznego wzburzenia, w ogromnych rozmiarach, w celu wzniesienia pomnika na grobie pięciu poległych—i udzielanie wsparcia biednym. Komitet zbierający się w resursie kupieckiej przy ulicy Senatorskiej, zaspokoił bezzwłocznie prośbę wdowy Lefas, zwróciwszy jej w całości dług, ogłoszonego za poległego Brandla. Po pewnym czasie po pogrzebie, wieczorem Karol Brendel powróciwszy do Warszawy, wstąpił do mieszkania wdowy Lefas. Biedna wdowa, również jak i wszyscy obecni, okropnie przeraziła się tymi niespodziewanymi odwiedzinami, lecz przyszedłszy do siebie, opowiedziano Brendlowi o mniemanej jego śmierci. Ostatni ze swej strony zawiadomił zebranych, że przez cały czas swej nieobecności pracował przy kolei żelaznej za Pragą, że oprócz dwóch dni nieznacznej choroby, był zupełnie zdrów i ze śmiechem ubolewał, że nie mógł być obecnym na swym wspaniałym pogrzebie; następnie, Brendel otrzymawszy swój paszport, z tegoż samego domu wyjechał z Warszawy. Ze sprawdzeń w zarządzie warszawskiego ober-policmajstra okazało się: że cieśla Karol Brendel,24-go Października (5 Listopada) 1861 roku podał do tegoż zarządu prośbę, o wydanie mu paszportu do miasta Czyżewa w powiecie Ostrołęckim guberni Płockiej i że takowy za Nr.78,522, d.25-go Października (6 Listopada) został mu wydany.

Że kartę wolnego pobytu w mieście Warszawie za Nr.240 2/8 Brendel opłacił w kancelarii komisarza cyrkułu V iVI dnia 1-go Września 1861 r.; że tenże komisarz cyrkułu V i VI Joachimowski, doniósł pod 18-ym Marca 1861 r. o poległym 15go (27) Lutego tego roku na Krakowskim Przedmieściu Karolu Brendlu, i że, na zażądanie przez zarząd ober-policmajstra aktu zejścia Brendla, komisarz pod 25-m Września 1861 r. doniósł, że pierwiastkowe doniesienie było mylne i że Karol Brendel jest żywym i mieszka pod Nr.844ym. Na koniec wojenny naczelnik linii petersbursko-warszawskiej kolei żelaznej, jenerał-major von MeIzenkampf zawiadomił, że cieśla Karol Brendel rzeczywiście pracował w 1861 i 1862, na 18m dystansie petersburgsko-warszawskiej kolei żelaznej, ale gdzie się stamtąd udał, nie wiadomo (Dla dowiedzenia się gdzie obecnie znajduje się Brendel, komisja odwołała się do dyrektora pruskiej policji we Wrocławiu, ale odpowiedzi jeszcze nie otrzymała). Znajdujący się w Xm pawilonie: Władysław Daniłowski, Mieczysław Ulatowski i Zdzisław Janczewski swoimi zeznaniami świadczą, że w początku Marca 1861 roku „to jest wkrótce po pogrzebie, rozeszła się po Warszawie wieść, iż Karol Brendel żyje. Zarazem mówiono, że delegacja nie uznała za właściwe poprawić omyłki swego pierwiastkowego ogłoszenia, dlatego,—że Brendel za udział w manifestacji 13 (25) Lutego na Starym-Mieście, był poszukiwany przez policję, a ogłoszenie o jego śmierci uwalniało go od tych poszukiwań; oprócz tego, członkowie delegacji, przez miłość własną, nie chcieli obalić pierwotnego swego obwieszczenia, dowodzącego bezzasadności ich działań.

Na zasadzie wyżej przytoczonych słów Kuryera Warszawskiego, utrzymujących, że tysiące ludzi odwiedzało poległych, można śmiało przypuścić, że jeszcze na ten czas musiał być wiadomy popełniony fałsz, również, jak istotne nazwisko poległego, a dlatego komisja mniemałaby — żeby włożyć na warszawską policję obowiązek wyśledzenia, kto mianowicie został pochowany pod nazwą Karola Brendla,—a wypadek ten ogłosić w dziennikach warszawskich, jako nowy dowód oszustw, za pomocą których, naczelnicy rewolucyjnych stronnictw wprowadzali w błąd łatwowierny lud i czytającą zagraniczną publiczność.

Źródło artykułu oraz reprodukcji obrazów Pogrzeb pięciu poległych: Polona

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *