13 czerwca odbędzie się już 6 Warszawski Piknik Archiwalny organizowany w Pałacu Staszica przez Archiwum Polskiej Akademii Naukowej. Zeszłoroczna impreza była dla mnie niezwykle owocna: natchnęła mnie pomysłem, aby udać się na poszukiwania dokumentów moich przodków do Archiwum SGH. Tegoroczna edycja odbywająca się pod hasłem Cudzoziemcy w Warszawie może nie będzie dla mnie aż tak owocna, ale jej idea jest mi bardzo bliska – wielu z moich przodków było cudzoziemcami, a w przypadku dwójki z nich mogę być być pewien, że imigrowali bezpośrednio do Warszawy. Niestety, nie mam informacji, czy wcześniej na terenach Polski mieszkali Leubnerowie, nie jestem pewien czy Kazmirusowie (Kazimirisowie) to nie jest jakaś polska rodzina ze Śląska cieszyńskiego, a Kerntopfowie do Warszawy podobno przybyli z Bydgoszczy. Z drugiej strony, opowiadając o moich cudzoziemskich przodkach, co krok pojawiają się inni cudzoziemcy w Warszawie.

Przyczółek Geberów – Judlinowie

Mam niemal 100% pewności, że do Warszawy bezpośrednio przybyła rodzina Geberów. Prawdopodobnie najpierw pojawiła się Barbara „Babet”, która jeszcze w Alzacji w 1853 roku wyszła za mąż za Józefa Judlina. Niedługo potem przybyli do Warszawy i Józef Judlin założył farbiarnie. Kurier Warszawski z 23 Sierpnia (3 Września) 1856 roku na kolumnach redakcyjnych donosi:

Dla mieszkańców okolicy Warszawy, donosim, iż P. Józef Judlin, Farbiarz, założył Farbiarnię na sposób Paryzki we wsi fabrycznej Lipkowie, dwie mile od Warszawy, w której farbuje, nadaje morę, blichuje, pierze, apreturuje rozmaite przedmioty jedwabne, wełniane i różne mięszane, oraz axamity i suknie, pokrycia meblowe, i t. p ., bez żadnego w czemkolwiekbąć uszkodzenia, i nadaje takowym trwałe kolory. Przyjęcie i odbiór z farby, jest obecnie w sklepie fabrycznym różnych adamaszków i pokryć meblowych. Pana Józefa Worowskiego pod Nr 599 przy rogu ulic Bielańskiej i Tlomackie, naprzeciw Zajazdu Białostockiego. Posiadając najnowsze wiadomości chemiczne, nabyte w wielkich miastach Francji, można śmiało zapewnić, że najkosztowniejsze przedmioty, akuratnie i podług wszelkiej możliwości, po cenach umiarkowanych wykona. Spodziewamy się więc, że Publiczność swem zaufaniem zaszczycić go raczy, nadmieniając przytem, aby nikt z osób dających do farby, nic takiego, co ma być oddane, w domu prać nie kazał.

Manufaktura w Lipkowie

Ciekawe jest umiejscowienie farbiarni: Lipków (Stare Babice), który posiadał już w 1788 manufakturę pasów kontuszowych Ormianina Jakuba Paschalisa (znów cudzoziemiec w Warszawie). Do manufaktury Jakub ściągnął fachowca z Lyonu. Następnie manufaktura przeszła w ręce syna Józefa Paschalisa. Zaznaczyć warto, że Józef był żonaty z córką sławetnego Franciszka Ryxa (kolejny cudzoziemiec w Warszawie) przodka mojego kuzyna od strony mojego ojca. Józef Paschalis Jakubowicz nie zajmował się manufakturą, ale wydzierżawił budynki fabryczne Józefowi Worowskiemu, który rozwinął tam produkcję jedwabi. Czyli temu Worowskiemu, w którego sklepie fabrycznym Józef Judlin przyjmował materiały do farbowania. Ciekawe, czy to Worowski ściągnął Judlina do Warszawy?
Jest to możliwe. W Gazecie Warszawskiej z 8 (20) lipca 1857 roku znalazłem artykuł o Wystawie wyrobów rękodzielniczych i płodów rolnych w Warszawie, w którym dużo miejsca poświęcono jedwabiom produkowanym przez Józefa Worowskiego uznając je za „celujące” i częstokroć przewyższające wyroby zagraniczne. Z jego fabryki pochodziły „materiały do ozdoby i umeblowania Cesarskich pałaców w Łazienkach, Skierniewicach, Zamku.” Sam Worowski kształcił się 11 lat jako czeladnik tkacki w zagranicznych fabrykach i może tam poznał Judlina. Józef Judlin również wystawiał swoje wyroby na tej wystawie. Nie było nad nimi aż tyle zachwytów co nad wyrobami Worowskiego, ale „jedwab jest grymaśny i wiele delikatnych starań wymaga, trudno zaś żądać po świeżo osiadłym fabrykancie, aby wyroby jego tak były świetne i doskonałe, jak starych zakładów mających rutynę i pieniądze”. Ponadto podkreślano, że jest to pierwszy zakład w Królestwie farbujący jedwab – wcześniej surową tkaninę wysyłano w celu farbowania za granicę.

Farbiarze z Paryża

W tym samym roku – 1857 – Józef Judlin przenosi swoją farbiarnię do Warszawy na ulicę Podwale pod Nr 484, do domu W. Kochanowskiego, obok Towarzystwa Kredytowego. Zakres jego usług się zwiększa, bowiem jak głosi reklama w Kurierze Warszawskim z 13 (25) Października 1857 roku, nie tylko farbuje, ale i „pierze i czyści wszystko co tylko być może, farbuje nawet słomę na kapelusze”. Najciekawsze w ogłoszeniu jest to, że Józef Judlin reklamuje się, że jest farbiarzem z Paryża, a tak na prawdę przybył z Miluzy, ale kto mógł w Warszawie kojarzyć takie miasteczko we Francji. Ten przekaz reklamowy jest stosowany przez następne lata przez Józefa Joudlina i Geberów, bo w 1858 roku Jean Geber reklamuje znów jako farbiarz z Paryża swoją farbiarnie znajdującą się pod nr 412 przy ulicy Krakowskie-Przedmieście i rogu Królewskiej, wprost PP. Wizytek. Jean Geber dodatkowo w reklamie zamieszcza przekaz, że „czyści i farbuje, wszystko po cenach umiarkowanych i o ile można najprędzej”, czyli chce konkurować dodatkowo ceną i szybkością wykonania usługi. Z kolei Judlin konkuruje umieszczając swój kantor przyjmowania materiałów w domu Roeslera na Krakowskim Przedmieściu – można powiedzieć pierwszym centrum handlowym Warszawy. Był on własnością Jana Michała Roeslera, Leopolda Roeslera oraz Gaspara Hurtiga – kolejni cudzoziemcy w Warszawie.
Najbardziej zaawansowana w tym wyścigu reklama ze znakami graficznymi została zamieszczona przez Judlina 9 (21) marca 1866 roku w Kurierze Warszawskim
Reklama farbiarni Józefa Judlina z 1866 Kurier Warszawski

Z reklamowego punktu widzenia w ciągu 10 lat mamy do czynienia z PRem (lub krypto reklamą), reklamą zawierająca informacje o usłudze plus element wizerunkowy, reklamą zawierająca dodatkowo przekaz o zaletach dla klienta a na koniec reklama ze znakami graficznymi. Historia reklamy w pigułce! Ciekawe, czy oprócz wiedzy na temat farbowania i czyszczenia chemicznego moi cudzoziemcy przywieźli także know-how na temat reklamy?

< -- poprzedni wpis imigracji moich przodków z Alzacji
Dalsze dzieje Judlinów i Geberów oraz ich rodzinnego zakładu –>
Więcej o Józefie Worowskim i jedwabiach w Warszawie –>

Published by Maciej A. Markowski

Maciej Adam Markowski - z wykształcenia doktor nauk technicznych, przez większość swojej pracy zawodowej zarządzał marketingiem w korporacjach, a z zamiłowania historyk rodziny. Członek Polskiego Towarzystwa Genealogicznego i członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *