Polski Słownik Biograficzny a genealogia

Polski Słownik Biograficzny kilkakrotnie był przywoływany w moich artykułach. Przede wszystkim dzięki archiwum Słownika udało mi się zdobyć pierwsze informacje o Babci Wandzie Polkowskiej-Markowskiej. W PSB też znajduje się biogram Dziadka Adama Smolińskiego oraz kilkunastu osób z dalszej rodziny.

Czytaj dalej Polski Słownik Biograficzny a genealogia

Wzloty i upadki warszawskiej rodziny Arens

Poszukując sąsiadów Geberów natknąłem się na Franciszka Arens – propinatora ze wsi Grochów (w tym przypadku raczej producenta napojów alkoholowych, a nie szynkarza). W 1861 mieszkał on w Grochowie I czyli na tym kawałku obecnej ulicy Grochowskiej bliższym ulicy Kwatery Głównej. Pewnie dzierżawił jakiś jakiś budynek od Osterloffów. Dlatego uważam, że mógł się znać z moimi Güthnerami czy Leubnerami. Z konieczności krótka i robiona z doskoku kwerenda genealogiczna dała ciekawe wyniki, którymi uznałem, że warto się podzielić losami rodziny Arens

Wzloty i upadki warszawskiej rodziny Arens 1819 Grochów
Grochów na Planie z 1819 roku

Franciszek Arens

urodził się w Westfalii prawdopodobnie w mieście Bielefeld około 1832 roku. Jak wynika z informacji zamieszczonej w Kurjerze Codzienny r2 nr 278 z 12 grudnia 1866 r. przed zamieszkaniem w Grochowie uczył się w Nadrenii, a następnie praktykował w większych zakładach w Królestwie Polskim. W tej samej notatce znajduje się informacja, że przeniósł swoją destylarnię z Grochowa I na Pragę do domu Sokołowskiego. Prawdopodobnie chodzi o do znajdujący się w samym centrum Pragi numer hipoteczny 184a, dziś jest to rejon skrzyżowania Targowej z Al. „Solidarności”.
Według Gazety Handlowej nr 122 z 6 czerwca 1872 roku Franciszek Arens był piątym pod względem wartości sprzedanych towarów za rok 1871 destylatorem mocnych alkoholi. Większe od jego destylarnie prowadzili jedynie Julian Fuchs, Izrael Tykociner, Samuel Konitz i Teofil Pancer. W 1882 roku był nawet właścicielem domu na Pradze
Prawdopodobnie w tym okresie został sparaliżowany. Wiadomo to z bardzo smutnego zawiadomienia, które ukazało się w Kurjerze codziennym r 19 nr 256 z 28 września 1883. Podano tam: „Na Nowej Pradze pod Nr 1, w domu W go Mierzwińskiego, zamieszkuje wdowa po byłym przemysłowcu, z czworgiem drobnych dzieci, bez żadnych środków i w największym niedostatku. Mąż przez dziesięć lat sparaliżowany, zmarł, a nędza zapanowała nad niemi w całej srogości. Długi czas nieszczęśliwa matka, szyciem zarabiała na wyżywienie dzieci, dziś słabość jej i to ostatnio źródło zatamowała. To też pomoc natychmiastowa rodzinie w najrozpaczliwszym położeniu będącej, stanie się czynem szlachetnej ludzkości. Wdowa ta nazywa się Marya Arens jest córką po znanym doktorze medycyny.”
Faktycznie, Franciszek Arens w 1865 roku (półtora roku po śmierci pierwszej żony Georgonii Ziman lub Zimari) ożenił się z Marią Henriettą Bonawenturą Karpowicz córka lekarza Jana i Katarzyny z Trzebińskich. Łatwo udało się odnaleźć ową czwórkę dzieci: Zygmunta Antoniego Franciszka (ur. 1867), Grzegorza Pawła (1869), Franciszka Eugeniusza (ur. 1871) i Zofię Marię Józefę (ur. 1876). Była jeszcze jedna córka Antonina Katarzyna, ale zmarła zaraz po urodzeniu w 1866 roku.
Zygmunt zmarł w 1900 roku w Warszawie jako urzędnik kolejowy (kolei Fabryczno-Łódzkiej?) pozostając w stanie kawalerskim. Grzegorz został stolarzem i miał warsztat na ulicy Solec 65 w latach 1893-4. Zofia Maria Józefa wyszła za mąż w 1927 roku mając ponad 50 lat wyszła za mąż za Stanisława Myśliborskiego. Jedynie o Franciszku Eugeniuszu udało się zgromadzić więcej informacji.

Siostra Franciszka (ojca)?

W 1878 roku Amelia Arens, panna, urodziła syna Piotra Ludwika. Jak wszystkie wcześniejsze akty, ten też pochodzi z praskiej parafii Matki Boskiej Loretańskiej. Niestety nie udało się znaleźć jej aktu ślubu ani zgonu aby ustalić czy była siostrą Franciszka. Natomiast świadkiem chrztu młodzieńca był Eugeniusz Karpowicz mający 46 lat. Aktów dotyczących niego nie udało się znaleźć, ale Eugeniusz Karpowicz występuje jako świadek przy zgonach rodziców Marii, żony Franciszka. Jeden z ich synów na drugie imię też ma Eugeniusz. Uprawnione więc jest podejżenie, że zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa.
Piotr Ludwik Arens ożenił się z panną Zofią Mieczysławą Zuchmantowicz w 1905. Mieszkał wtedy na Pradze na ulicy Białostockiej i pracował jako malarz.

Franciszek Eugeniusz syn Franciszka

W 1895 roku Franciszek Eugeniusz Arens ożenił się z Marią Ziółkowską. Był wtedy tapicerem mieszkającym na ulicy Brackiej. Już wcześniej miał warsztat na ulicy Leszno 34 gdzie przyjmował „obstalunki na meble, przerobienia, zabezpiecza od móli, materace, werendy, rolety, firanki, markizy” o czym informował np. w dzienniku Słowo. W 1896 otwiera sklep Brackiej 8 i tym samym rozszerza swoją działalność sprzedając „kredensy, szafy, komody, łóżka, umywalnie, toalety” (Kurjer Warszawski). W 1902 roku wraca na ulicę Leszno, tym razem pod numer 35 (Kurier Warszawski).

Przed 1921 rokiem Franciszek Arens przeniósł swój sklep w dużo bardzo prestiżowe miejsce: na Plac Trzech Krzyży 13 (róg Żurawiej) do kamienicy M. Krzemińskiego. Już nie konkurował tylko ceną, a ogłasza się że sprzedaje solidne meble. Nawet udziela na nie kredytu (tygodnik Świat). W początkowych ogłoszeniach Franciszek Arens informuje, że firma istnieje od 1895 roku (Kurier Warszawski), ale po przejęciu sklepu przez syna Tadeusza (co nastąpiło przed 1926 rokiem) w oficjalnych dokumentach podawany jest rok 1922 (co może oznaczać datę przekazania sklepu).

Lokalizacja przy Placu Trzech Krzyż chyba była zbyt droga, pogorszenie kondycji firmy, a właściciele mieli kłopot ze spłatą należności. Prawdopodobnie w 1926 roku sklep został więc przeniesiony. Od tego czasu Tadeusz Arens prowadził kilka różnych firm, ale chyba nie miał szczęśliwej ręki do interesów, gdyż dość często można przeczytać o licytacji komorniczej ruchomości należących do jego firm.

Rodzina Franciszka Eugeniusza Arens

W rok po ślubie z Marią Ziółkowską, w 1896 roku urodził im się syn Tadeusz Franciszek, w 1898 roku córka Zofia, następnie Wiktor, a około 1905 Maria, która zmarła w 1910 roku. Dwa lata później, w 1912 roku zmarła żona Franciszka, Maria. Jak można przeczytać w Nowej Gazecie została pochowana na cmentarzu Brudnowskim.
Po trzech latach w 1915 roku, Franciszek Arens w wieku 44 lat ożenił się powtórnie z 24 letnia Janiną Żmińską córką Wawrzyńca, ceglarza ze Szczęśliwic. W tym małżeństwie urodziły się dwie córki.

Biblioteka dobrym miejscem dla genealoga

O bibliotekach cyfrowych pisałem już wielokrotnie (np. jak szukać w Polonie) , ale o tradycyjnych jeszcze się nie zająknąłem. Od ponad roku w Bibliotece na Koszykowej (właściwa nazwa to Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy, Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego) spędzam po parę godzin tygodniowo, więc by wypadało. Koszykowa, z racji bycia główną biblioteką zarówno dla Warszawy, jak i województwa mazowieckiego, posiada fantastyczny zbiór książek o Warszawie i okolicach dostępny po prostu na półkach. Można między nimi sobie chodzić i wybierać. A jest z czego – jest tam zgromadzonych ponad 14,000 tys różnych publikacji. Ponadto, Biblioteka znajduje się na liście tzw. egzemplarza obowiązkowego, więc prawie wszystko wydane w Polsce w nakładzie powyżej 100 egzemplarzy powinno się tam znaleźć. Obecnie zasób biblioteki to około 1,5 miliona woluminów.

Czytaj dalej Biblioteka dobrym miejscem dla genealoga

Genealogia 2.0 – czy już to mamy w Polsce?

Podczas rozmowy Alan Jakman (wywiad w More Maiorum maj 2018) zadał mi pytanie, czy w Polsce mamy już Genealogię 2.0 czy jeszcze nie. W pierwszym momencie moją wypowiedź zrozumiał, że jest nam do niej daleko, ale tak nie jest. Nie jest znów nam tak blisko, ale wydaje mi się, że polscy genealodzy są w światowej czołówce tego, co można określać terminem Genealogia 2.0 (o tym, co dla mnie oznacza słowo genealogia pisałem w tym artykule)

Co to znaczy to 2.0

Mogło by się wydawać, że sufiks 2.0 pochodzi od terminu Web 2.0, który został ukuty na przełomie wieków XX i XXI. Nawiązuje on do bardzo popularnej metody nazywania kolejnych wersji programów czy specyfikacji urządzeń, ale jest związany z czym innym. Chodzi o inny sposób korzystania z Internetu: treść jest generowana przez użytkowników, a nie przez tradycyjnych dostawców treści jak redakcje gazet czy agencje informacyjne. Szeroko znanymi usługami to umożliwiającymi są fora Internetowe, Facebook, blogi itd.
Z tej perspektywy jak najbardziej można by mówić, że w Polsce już dawno temu Genealogia 2.0 się rozgościła. Warto zauważyć, że polscy genealodzy nie mieli żadnego problemu z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii. Zawsze byli w czołówce.

Nowa Gospodarka

Jednak nim na konferencjach pojawił się termin Web 2.0, zaczęto wydawać pismo Business 2.0, które poświęcone było zagadnieniom dokumentowania rozwoju nowej gospodarki. W skrócie termin nowa gospodarka oznacza, że rozwój gospodarki bazuje na technologiach związanych z komputerami (usługami, przetwarzaniem informacji), w odróżnieniu od poprzedniego etapu związanego z energią mechaniczną (era pary i elektryczności).

Takim klarownym porównaniem rozwiązania typu 1.0 i 2.0 może być umieszczenie w Internecie kopi papierowego rozkładu jazdy (i to najlepiej w oddzielnym pliku pdf.), a usługi typu 2.0 Jak dojadę (czy części funkcjonalności Google Maps).

Z tego względu dodanie 2.0 do jakiegoś wyrazu (firma 2.0, człowiek 2.0 i tak dalej w nieskończoność) wiążę z głębokimi zmianami całego modelu funkcjonowania podmiotu przenoszonego z poziomu 1.0 do poziomu 2.0.

Genealogia 2.0 Odra 1001
Odra 1001

Genealogia 2.0

W przypadku genealogii już wielkim uproszczeniem jest umieszczenie w Internecie skanów dokumentów. Jednak traktowałbym to jako rozwiązanie Genealogia 1.0, gdyż jest to „proste” przeniesienie działań do Internetu: jedynym ułatwieniem jest dostęp z domu zamiast przeglądania w archiwum. Znaczącym krokiem naprzód są indeksy wykonywane przez wolontariuszy zawierające linki do odpowiednich aktów. Jednak nadal nie nazwałbym tego rozwiązania Genealogia 2.0, co najwyżej 1,5.
Za niemal dojrzały projekt Genealogia 2.0 można dopiero uważać (niestety słabo działający) serwis Genealogia w Archiwach. Docelowo zawarte tam metryki można przeszukiwać nie tylko tak jak zwykłe księgi, ale także dzięki indeksacji wykonywanej przez użytkowników (samoobsługowej w porównaniu z Geneteką, gdzie dodatkowo pracują administratorzy danych) można je przeszukiwać po imionach i nazwiskach.

Wielka szkoda, że tak zaawansowany pod względem koncepcyjnym projekt niedomaga technicznie.

Innym przykładem, który można by nazwać Genealogia 2.0, to serwis Geni, czyli globalne drzewo genealogiczne rodzin. Inaczej niż we wszystkich innych serwisach genealogicznych obecnych w Internecie użytkownik (płacący abonament) może poruszać się po jednym, połączonym, wielkim drzewie genealogicznym. W odróżnieniu od dostępu do akt wyszukać nie tylko dane osoby, ale także przejrzeć jej przodków i potomków. Oczywiście to globalne drzewo genealogiczne jest tworzone przez użytkowników, a nie przez firmę.

I znów, jak w przypadku Geneteki, odniesienia do innych źródeł jak zindeksowane akta, oferowane w serwisie MyHeritage zaliczyłbym co najwyżej do poziomu 1.5. Podobnie, wszystkie programy obrazujące drzewa genealogiczne (które n.b. są znacznie bardzie przyjazne niż wydrukowane drzewa) to dla mnie też co najwyżej wersja 1.5.

Podsumowując, jeżeli będziemy odnosili jedynie do Web 2.0, to jesteśmy w erze Genealogii 2.0, ale patrząc się szerzej, jeszcze trochę nam do tego brakuje.

Jak zrobić drzewo genealogiczne w Excelu

Mimo ciągłego rozwoju genealogicznych programów komputerowych nie są one w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb niejednego genealoga. Aby je wszystkie na raz zaspokoić, trzeba samemu sobie napisać program lub pójść na kompromis i sięgnąć do uniwersalnego narzędzia. Więc spróbowałem, czy Excel, który jest poznawany przez dzieci już w szkole podstawowej, nie nada się do zrobienia drzewa genealogicznego. Kiedyś już we wpisie Jak narysować drzewo genealogiczne rodziny, zaproponowałem wykorzystanie arkusza kalkulacyjnego Excel do zrobienia rysunku prostego drzewa genealogicznego. Czy jednak nadaje się do poważniejszych zastosowań? Znam kilka osób, które używają go do prowadzenia dokumentacji. Ja spróbowałem zrobić drzewo genealogiczne w Excelu, tak aby nadawało się do ładnego wydruku. W drugim przypadku opisanym na końcu artykułu) potrzebowałem do badań jednocześnie ogarnąć wzrokiem na ekranie jak największą część drzewa genealogicznego (co najmniej setkę osób) z widocznymi pewnymi danymi.

Czytaj dalej Jak zrobić drzewo genealogiczne w Excelu

Aleksander Duma de Vajda Hunyad – Sanik

Aleksander Duma de Vajda Hunyad (w domu nazywany Sanikiem) był pierwszym synem Aleksandra Bazylego oraz Emilii z domu Geber, wnukiem Aleksandra. Miał kontynuować linię rycerskiego rodu Dumów, których mityczny przodek miał ocalić Regenta Hunyadyego w Bitwie pod Warną. Sanik urodził się w Warszawie w 1887 roku (akta parafii Ewangelicko-Augsubrskiej z tego roku się nie zachowały), mimo to, tak jak i jego ojciec był i czuł się Węgrem, ale w odróżnieniu od niego mówił po polsku. Do odzyskania niepodległości przez Polskę był obywatelem Cesarstwa Austriackiego, potem zgodnie z wprowadzonymi przepisami otrzymał obywatelstwo Polskie.

Aleksander Duma de Vajda Hunyad - Sanik Gienia
Sanik i moja Prababcia Eugenia

Sanik uczył się na wydziale budowlanym w Szkole Technicznej Wł. Piotrowskiego, gdzie w 1909 roku uzyskał dyplom ukończenia nauki.

Lidia Starkmeth I° v. Duma, II° v. Przedpełska
Na zdjęciu od lewej Helena Güthner (po mężu Pfeffer), Lidia Starkmeth (1 v Duma, 2 v Przedpełska), Helena Eberlein (po mężu Rossman), Ludwik Lau, Aleksander Duma de Vajda Hunyad.

Pierwsze małżeństwo

9 lipca 1910 roku ożenił się z Lidią Starkmeth z którą miał córkę Halinę Lidię (urodzoną w Warszawie 20 sierpnia 1911 roku). Małżeństwo Aleksandra z Lidią nie należało do udanych podobno ze względu na wybuchową naturę Sanika. Według córki pretensje zaczęły się już od momentu jej urodzenia – ojciec oczekiwał syna, kolejnego Aleksandra Duma de Vajda Hunyad, a nie córki.

Ze względu na austriackie obywatelstwo, po wybuchu I wojny światowej Aleksander z żoną i córką oraz jego brat Alfred (zwany w domu Fitkiem) zostali najpierw osadzeni na Pawiaku, a następnie zesłani w głąb Rosji. Do Warszawy wrócili w maju 1918 roku i zamieszkali na terenie Geberów na Grochowie, a następnie przeprowadzili się na Polną 66 (obecnie Noakowskiego 16) do moich Pradziadków Zaruskich. W pierwszej połowie lat 20-tych nastąpił rozwód, a Lidia wyszła za mąż za Wiktora Przedpełskiego, którego poznała podczas zesłania.

Sport motorowy

Po rozwodzie Aleksander Duma de Vajda Hunyad skupił się na pracy i sporcie motorowym. Przykładowo w 1921 roku w wyścigach motorów urządzonych przez Warszawskie Towarzystwo Cyklistów na Trakcie Brzeskim. Na starcie stanęło 8 śmiałków, ale 6 wycofało się z powodu „okropnej drogi”. Aleksander Duma pobił rekord trasy do Lublina dojeżdżając tam w 2 godziny i 24 minuty. Na mecie w Warszawie też był pierwszy (dziś, jadąc zgodnie z przepisami, tą trasę według google maps można pokonać w 2 godziny 36 minut).

Do sportu nie zraził go wypadek, który zdarzył się 31 lipca 1921 roku podczas wyścigów motorowych na nowo zbudowanym torze na Dynasach. Aleksandr Duma spadł z motoru wskutek najechanie na niego przez innego motocyklistę, a maszyna w pełnym pędzie wpadła na siedzącą przy samym torze publiczność. W konsekwencji jedna osoba zginęła, 6 osób zostało rannych.

W 1924 roku w Wielkich wyścigach Motocyklistów „Aleksander Duma zdobył pierwszą nagrodę oraz Mistrzostwo Województwa Warszawskiego na motocyklu Indian Big Chief, przebywszy dystans 300 km. w 4 godz. 38 min., czem osiągnął niebywałe rekord w naszych warunkach drogowych„.

Kradzież i odzyskanie samochodu

W 1922 roku Sanikowi ukradziono kupiony dopiero co samochód. Epopeja z jego błyskawicznym odzyskaniem była na tyle pasjonująca, że opis jej zamieszczono 9 listopada jednocześnie w dwóch gazetach: Kurier Warszawski R.102 nr. 308 i Robotnik: centralny organ P.P.S. R. 28 nr 307. Tekst był napisany przez jednego autora, ale zapewnie wskutek poprawek redakcyjnych wydrukowana treść lekko się różni. Poniżej oryginalna wersja z Robotnika z uzupełnieniami z Kuriera Warszawskiego.

Aleksander Duma de Vajda Hunyad – Sanik samochody Ford
Dwa typy ówczesnych samochodów Ford

Przemysłowiec p, Aleksander Duma, przed trzema miesiącami przyjął szofera, Bronisława Cacka. Jako zdolny mechanik-szofer, Cacek umiał wzbudzić zaufanie p. Dumy, który w drodze niejednokrotnie powierzał mu walizkę z pieniędzmi i broń, a sam prowadził maszynę. W ten sposób, p. Duma w ostatnich dniach jeździ! z Cackiem z ‚Warszawy do Tczewa, nic nie wiedząc, oczywiście że jego szofer jest niebezpiecznym opryszkiem i bandytą, karanym już kilkakrotnie za kradzieże i napady. Przed tygodniem p. Duma kupił za 12 milionów nową maszynę marki „Ford“.
[W Kurierze doprecyzowano, że nadwozie było typu kareta zarejestrowany pod numerem 3276. Podejrzewam, że oznaczenie to było kolejnym numerem prywatnego samochodu zarejestrowanego w II RP. W 1926 roku, po wymianie pieniędzy samochód Ford Fordor, 4 drzwiowa kareta kosztowała 9,600 zł, a Tudor 2 drzwiowa kareta 9,000 zł]

W niedzielę ubiegłą wspólnik p. Dumy, p. [Roman] Cyprysiak, jadąc wspomnianym samochodem, przy zbiegu ul. Granicznej i Królewskiej, musiał opuścić maszynę, gdyż pękła kiszka. Szefer, mimo, że miał z tyłu samochodu zapasową, oświadczył p. Cyprysiakowi, że nie ma kiszki, wobec tego p. Cyprysiak wręczył szoferowi wszystkie papiery, przynależne do tej maszyny, a sam odjechał dorożką.

Nazajutrz, t. j. w poniedziałek, p. Duma, przyszedłszy do garażu, ze zdziwieniem dowiedział się, że jak Cacek wyjechał w niedzielę, to do tej pory nie przyjechał.
[W Kurierze dodatkowo poinformowano, że samochód garażował w domu przy ulicy Oboźnej nr 3, a Aleksander Duma mieszkał przy Polnej 66, tam gdzie i moi Pradziadkowie].

P. Duma udał się do urzędu śledczego, gdzie dowiedział się, że Cacek jest niebezpiecznym przestępcą kryminalnym. P. Duma zaczął robić wywiady po garażach, składach benzyny i t. p., lecz bez skutku. Wobec tego p. Duma jeździł motocyklem po Warszawie i upatrywał maszyny. Wczoraj po południu p. Duma zatrzymał na Nowym Świecie silnie zabłocony samochód wracający z prowincji. Od szofera tego samochodu dowiedział się p. Duma, że poszukiwany przez niego samochód widziano w drodze pod Górą Kalwarją. Ale w Górze Kalwarji samochodu już nie zastano. P. Duma wyruszył w drogę. W Górze Kalwarji dowiedział się, że był taki samochód i że przed godziną wyjechał w kierunku wschodnim. Ciemno już było, ale ścigający nie zapalili reflektoru przy motocyklu aby światłami nie spłoszyć uciekającego. W drodze zauważyli uciekający samochód. Uplanowali, że motocykl minie samochód poczem mieli stanąć z bronią w ręku na szosie i w razie niezatrzymania się, strzelać do jadących. Ale w silnym pędzie przy wjeździe na mostek drewniany, pękła kiszka motocyklu. Zakładanie nowej kiszki trwało około pól godziny, poczem znowu rozpoczął się pościg. W odległości mniej więcej pól kilometra od Warki wydarzyła się znowu katastrofa. Pędzący motocykl natrafiwszy na półmetrową wyrwę, w szosie, wywrócił się i jadący zrobili salto mortale, lecz na szczęście nie odnieśli szwanku. Natomiast przy maszynie pękły wszystkie opony i złamały się widelce. P. Duma podążył pieszo w stronę Warki, p. Jabrzemski zaś pozostał na szosie przy reperacji motocyklu. Przybywszy do Warki około g. 6 wieczorem p. Duma zawiadomił policję, która zjawiła się w restauracji, gdzie zajechali Cacek i jego przyjaciele.

Wszystkich aresztowano. [Według Kuriera: przy sporządzaniu protokółu w komendzie policji w Warce ustalono, że z pięciu towarzyszących Cackowi mężczyzn, jeden był żydem-paserem, pozostali zaś — szoferzy na miejscowej komunikacji samochodowej Góra Kalwaria – Warka]. Piątka ta właśnie planowała, jak przemalować maszynę. Cacka przewieziono nocy wczorajszej tymże samochodem do Warszawy i umieszczono w areszcie urzędu śledczego. Na badaniu Cacek tłómaczył się, że jakoby jeździł ze swoją rodzina i ze szwagrem, niestety, nazwiska szwagra nie pamięta. P. Duma oświadczył policji, że nie ma żadnej pretensji do Cacka, zrzeka się oskarżenia i jedynie zadowolony jest, że dopiął swego celu i odzyskał samochód.

Ujęty szofer-bandyta ma za sobą bogatą przeszłość. Podczas okupacji niemieckiej siedział w więzieniu rok i 8 miesięcy — za kradzież opon i benzyny. Dnia 10 września 1919 r. Cacek, uzbrojony w nóż sprężynowy, podając się za ajenta urzędu śledczego, wraz z Bolesławem Ostrowskim, członkiem milicji ludowej, dokonał napadu rabunkowego na mieszkanie Małgorzaty Bugajskiej przy ul. Elektrycznej Nr. 1 (na Powiślu). Za napad ten Cacek i Ostrowski byli skazami po 8 miesięcy więzienia, ponieważ jednak czas ten odsiedzieli do czasu sprawy, przeto zaraz po wyroku zwolniono ich.

Myślę, że opisana powyżej historia świetnie oddaje charakter Aleksandra Duma de Vajda Hunyad, czującego w sobie krew ognistych węgierskich przodków.

Hasbachowie i Markgrafowie z Białegostoku

Aleksander ożenił się po raz drugi w styczniu 1931 roku. Jego wybranką została Elisabeth (w domu nazywana Lisą) Hasbach urodzona w Dojlidach w 1896 roku. Była ona córką znanego przemysłowca (ale wtedy już zbankrutowanego po kryzysie 1920 roku) Artura Hasbacha (Białostocka rodzina Hasbachów została opisana przez Elżbietę Kozłowską-Świątkowską i Józefa Maroszka w książce „Hashbachowie. Z rodzinnego sztambucha„). Jej starszy brat Aleksander ożeniony był z Ingeborg Elisabeth Markgraf. Nazwisko to pojawiło się przy okazji badania rodziny Weschke (drugiego męża Barbary Judlin z Geberów). Po intensywnych badaniach udało się ustalić, że zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa i parantele są stosunkowo bliskie: prawnuczka Emila Weschke wyszła za mąż za brata żony Aleksandra Dumy. To powinowactwo zostało przedstawione na poniższym wykresie relacji rodzinnych.

Aleksander Duma de Vajda Hunyad – Sanik Hasbach Markgraf
Uproszczone drzewo genealogiczne rodzin Geber, Duma Hasbch i Markgraf

Okupacja

Aleksandra Duma de Vajda Hunyad wszedł do całkowicie niemieckiej rodziny. Brat jego teścia Erwin Hasbach, który przed wojną między innymi był przewodniczącym Rady Niemców w Polsce, senatorem reprezentującym mniejszość niemiecką, a dwa miesiące po wybuchu II wojny światowej został odznaczony przez Adolfa Hitlera Złotą Odznaką Honorową NSDAP. Przez rodzinę wnuczki Emila Weschke (drugiego męża Barbary Geber) koligacje wiodły do najstarszych wojskowych rodów pruskich (np. Baronów Wessel Freytag von Loringhoven tych od zamachu na Hitlera). Jak wspominałem Aleksander, tak jak jego ojciec, czuł się Węgrem. Nic więc dziwnego, że dał się wpisać na Reichslistę (VLS 1). Podobno jego zgoda została wyrażona w porozumieniu z AK, ale i tak rodzina zerwała z nim stosunki.

Tym nie mniej jakiś kontakt został utrzymany. Chociażby, gdy rodzinie Tadeusza Serafińskiego (koligacja przez Meyów) groziło wyrzucenie z domu przy Wilczej 2 (zajmowano tam mieszkania dla Niemców) zamienili się mieszkaniami z Aleksandrem, który mieszkał wtedy na Hożej 13. Aleksander wyciągał też różne osoby z opresji, podobno też z Gestapo. Nie udało mi się znaleźć spisanej wzmianki na ten temat, może kiedyś trafię tak jak natknąłem się na informację o donosie na Dziadka Adama Markowskiego, jako zarządzającego tajnym nauczaniem w Staszicu, przechwyconym przez AK na poczcie.

Pod koniec wojny Aleksander z żoną wyjechali do Niemiec i osiedlili w Monachium. W 1952 roku nastąpił rozwód i Aleksander, w wieku 65 lat, po raz kolejny się ożenił. Niestety, informacje o jego nowej wybrance nie przetrwały w rodzinie.

Aleksander Duma de Vajda Hunyad zmarł w 1964 roku w Monachium. W rodzinie panują sprzeczne opinie, czy przed jego śmiercią córka mu wybaczyła i się z nim spotkała.

Wyprawa panny młodej na wesoło i poważnie

Dwa lata temu podczas poszukiwań informacji o Józefie Judlinie natknąłem się na Wyszczególnienie wyprawy panny młodej idącej za mąż w roku Pańskim 1870. Był to żart opublikowany w tygodniku Mucha: szkice satyryczno-historyczne zebrane przez F. Kostrzewskiego i H Pillatego R36 nr 24, 12 czerwca 1903 z działu Humor warszawski i satyra z 1869 i 1870 r.

Post z tą wydzierką zamieszczony na facebooku doczekał się 1,5 udostępnień, ponad 500 reakcji i dziesiątki tysięcy zasięgu. Wiele osób też skopiowało samą grafikę i umieszcza jako swoje (bo dla wielu jak znalezione w Internecie to znaczy, że nie obowiązują jakiekolwiek prawa). Gdy po dwu latach przypomniano mi o tym znalezisku i powtórnie opublikowałem okazało się, że ten dowcip bawi nadal, a co zawierała wyprawa panny młodej nadal zajmuje wiele osób.

Wyprawa panny młodej na wesoło 1870

Po przejrzeniu wszystkich roczników Muchy okazało się, że nasze poczucie humoru na przestrzeni wieków znacznie się zmieniło. Znalezienie żartu, który był czytelny w obecnych czasach, a co więcej, wywoływał chociażby uniesienie jednego kącika ust do góry graniczy z cudem. Kilkanaście takich od biedy nadających się wycinków można znaleźć na stronie facebookowej KimOnibyli, a tymi najlepszymi (co wcale nie oznacza, że można się z nich śmiać do rozpuku) urozmaiciłem ten artykuł.

Wyprawa panny młodej na wesoło 1884

Wyprawa panny młodej na wesoło

Zawartość wyprawy panny młodej w XIX wieku był istotnym tematem. W prasie można się natknąć na ekscytujące opisy wielkich wypraw, które otrzymywały panny młode z wielkich rodów. Pozwalano sobie na żarty z nich, jak wspomniane na początku wyszczególnienie czy też poniższy trochę żartobliwy, trochę poważny tekst zamieszczony w Gazecie codziennej z 1833 roku. Można tam przeczytać :
Ażeby okazać, jak się czas zmienia, a z nim obyczaje, przytaczamy wyprawę panny młodej z roku 1732 i 1832. W roku 1732 wzięła panna młoda w wyprawie: kilka kufrów napełnionych bielizną, futrami i sukniami babki i matki ; szkatułę okutą srebrem, w niej rozmaite złote i srebrne monety, a wszystkie poświęcane na święto Trzech Króli, karawkę i inne szacowne rzeczy; książkę do nabożeństwa, okutą w srebro i żywoty świętych także masiv oprawne; srebra stołowego na 24 osób, mnóstwo miedzi i cyny, zupełną aptekę rozmaitych medykamentów i konfektów; ołtarzyk domowy w srebrnych ramach, srebrną ampułkę i krucyfix; kilkanaście sznurów pereł prawdziwych, krzyż złoty, takiż zegarek, brylantowe ubranie na głowę tabakierkę damską i kilka pierścieni; kanapy i krzesła dębowe, obite pąsowym adamaszkiem, zielony adamaszkowy pawilon, dwie katory z cycu [!?].

Tym sposobem wyposażona panna młoda, dostawszy kilka tysięcy dukatów pod poduszkę, żyła szczęśliwie z swoim małżonkiem, którego przed ślubem nigdy nie widziała; szacowne to stadło nie znało nigdy niezgody domowej, przeniosło się do wieczności z objęcia swych dziatek i wnuków.

Inna zupełnie wyprawa panny młodej i inny sposób życia był w roku 1832. Panna młoda dostała: bronzowaną szafę z machoniu, w niej kilka sukien z gazu, tiulu, petynety; kilka sztuczek modnych materji na suknie, koszul sześć; wielkie pudło z kapeluszami, pudełka z piórami, woalami, czapeczkami, dwa tuziny pończoch a jour i tyleż modnych rękawiczek; imiennik, kilka nowo-roczników francuzkich i kilka romansów; elegancki serwis stołowy i do kawy, zamiast srebra: pack-foung przepyszną toaletę i mnóstwo gotowalnianych fraszek, koliję z bronzu, złoconą w ogniu, kilka sznurków na śladowanych pereł, dyadem z kamieni czeskich; meble z machoniu, lustra, bronzy, nad łóżkami draperje z gazy i muszlinu. Sypialnia Jegomości na dole, Jejmości na pierwszem piętrze. Przed ślubem napisano kilka arkuszy intercyzy, ale ani jednego nie dotrzymano punktu, i już się proces rozpoczął.
Państwo młodzi nakochawszy się mocno przed pobraniem się, teraz zobojętnieli już dla siebie, i wkrótce zapewne usłyszemy o ich rozwodzie.

Wyprawa panny młodej na wesoło ślizgawka

Wyprawa panny młodej na poważnie

Wyprawa panny młodej była jednym z tematów poruszanych na przykład przez „Kodeks światowy czyli znajomość życia we wszelakich stosunkach z ludźmi.” wydany przez Gebethner i Spółka w Krakowie w 1886. Tak tam doradzano:
Wyprawa panny młodej składa się z bielizny jej osobistej, bielizny stołowej i z sukien zwyczajnych. Moda ciągle się zmieniająca, nie pozwala na sprawianie wielkiej liczby kosztownych sukien. Zazwyczaj koronki liczą się do wyprawy, każdego zaś rodzaju bielizny daje się po 12 tuzinów, różniących się wszakże formą, jakością i garniturem. Naturalnie że bogactwo i elegancya wyprawy, zależną jest od majątku i stanowiska rodziców panny młodej.
Nota bene: całe dzieło jest niezwykle interesujące i warte przeczytania. Stanowi nie tylko ciekawe świadectwo epoki, ale nawet może się przydać w obecnych czasach.

Posag panny młodej na wesoło 1893

Nie były to teoretyczne porady. Z opisu kradzieży zamieszczonym w Kurierze Warszawskim z 1895 roku widać, że w wyprawie znajdowała się bielizna w dużych ilościach.
W mieszkaniu Kacpra Libnera, właściciela posesji na Czystem, w czasie wesela córki spełniono zagadkową kradzież z komórki, przylegającej do lokalu; złodzieje wynieśli część wyprawy panny młodej w postaci pościeli, 2 dywanów i 46-iu sztuk różnej bielizny, razem na sumę przeszło 300 rubli srebrnych

Wyprawa panny młodej na wesoło zakupy

Na zakończenie bardzo szczegółowe porady co powinna zawierać wyprawa panny młodej w 1936 roku z Przeglądu mody.

Wyrzekliśmy się tylu rzeczy, które dla naszych matek i babek były koniecznościami, bez których sobie życia nie wyobrażały, ale czy możemy sobie wystawić młode małżeństwo, w które by panna młoda nie wniosła wyprawy? Prawda, że czasy obecne zredukowały ją znacznie,— pomieści się ona z łatwością w modnej bieliźniarce o nie wielkich rozmiarach, — liczba nie których przedmiotów się powiększyła, inne zniknęły zupełnie, — ale wyprawa trwa nadal i dziś— w karnawale staje się dla wielu pań — matek i córek — rzeczą bardzo aktualną. Wyprawa rozpoczyna się, jak za dawnych czasów — od bielizny. Tylko, że tę bieliznę dawniej szykowało się latami i starczyć musiała ona na całe życie, obecnie wraz ze zniknięciem tradycyjnej bieli — ilość jej uległa poważnej redukcji. Trzy zmiany pościelowe na łóżko sąnaj zupełniej dostateczne. Jeden garnitur w szafie, jeden w praniu, jeden na łóżku. Oczywiście, że w pewnych razach, gdy np. w czasie choroby, pościel wypadnie częściej powlekać, przydałoby się może więcej, ale z drugiej strony, gdy budżet na to nie pozwala, można by się obejść nawet dwiema zmianami, czyli jedną na łóżku, drugą w praniu.

Nie znaczy to bynajmniej byśmy zbytnie ograniczenie się co do ilości uważali za wskazane, jednakże skromne dochody, niedostatek miejsca i t.p. narzucają nam nieraz niejedno, co wolelibyśmy mieć inaczej. Nasza bielizna pościelowa nie zawsze jest biała — ta jest obecnie mniej elegancka. Kolorowy, ale w odcieniach pastelowych, garnitur pościelowy, przybrany haftem i mereżką — musi się znaleźć w każdej wyprawie. Kolory ecru, żółty i różowy, są najbardziej wskazane, gdyż tony błękitne i seledynowe zmieniają odcień w praniu i prasowaniu. Bardzo ładnie wyglądają garnitury pościelowe z białego nansuku, przybierane kolorowemi plisami z toile de soie. Zagranicą cieszą się powodzeniem garnitury z batystu w kwiatki, groszki, drobne krateczki — piorą się doskonale, świeżo wyglądają, choć w oczach naszych, gdzie kwitnie tradycja solidnego lnianego płótna i weby — wydają się wulgarne.

Z kolei przechodzimy do bielizny stołowej: tu panuje duża rozmaitość. Podstawą jest obrus do t. zw. przyjęć, — wciąż biały i bogato ozdobiony ręcznemi haftami. Filety, richelieu, mereżki, haft angielski, szydełkowane ręcznie wstawki, całe to bogactwo, wypracowane cierpliwemi rączkami tu rozwija swój przepych. Pozatem jeszcze kilka obrusów — wedle gustu pani — najczęściej kolorowych, za stosowanych odcieniami do zastawy. Zresztą — ulega to modzie z dnia na dzień — do wyprawy kupuje się tylko to. co najniezbędniejsze — ażeby po krótkim czasie nie stało się niemiłe, tylko z tej przyczyny, że jest już… niemodne!

Przystępujemy do ważnego rozdziału bielizny osobistej: ta dziś jest tak śliczna, lekka i strojna, że wzrusza po prostu każde serce kobiece, a sami nawet… serca mężczyzn. Nie uznajemy nic innego ponad jedwabie: soie lavable — t. zn. jedwab do prania, crepe de chine, crepe satin — przeznaczane są na bieliznę luksusową, batyst, toile de soie i trykot, zwany milanaise, są używane na bieliznę pospolitą. Pas i staniczek stanowią podstawę naszego dessous — najczęściej są one połączone razem, choć stanowczo praktyczniejsze są w rozdzieleniu. Cienka siatka jedwabna, tiul ze wstążkami, koronka i wreszcie lastex elastyczna tkanina służą do wykonania nowoczesnych gorsetów, gdyż tak je śmiało można nazwać. Stosujemy je kolorem do bielizny, lecz praktyczna osoba do swej wyprawy zamawia je w kolorze różowym, najlepszym do prania i czyniącym najmilsze wrażenie. Fasony napierśników t zw. wiedeńskie, niwelujące wszelkie wypukłości są dziś najmodniejsze. Więc trzy takie gorsety musimy zamówić do wyprawy — nosimy je na ciele — muszą więc być idealnie czyste i często prane. Koszulki dzienne krajane z ukosu z szerokiemi majteczkami do nich, są robione w kolorach ecru, różowym i szaro-niebieskim. Białe dessous znów zaczyna torować sobie drogę.

Wyprawa panny młodej na wesoło panny

Ostatnim wymysłem mody jest bielizna w kolorze perłowym, przybrana czarnym haftem, lub czarnemi koronkami —: podobno ma to być bardzo dystyngowane. Nosimy tak że skompletowane ze sobą w barwie i przybraniu: koszulę dzienną z pantalonami i nocną z kaftaniczkiem. który się czasem nazywa matinće lub liseuse. Koszula nocna z kaftanikiem tworzy negliż ranny — jest to strój bardzo efektowny cały z koronek i jedwabiu. Na codzień można go uszyć z deseniowego jedwabiu, lecz na taki jeden negliż koronkowy musi sobie pozwolić przyszła mężatka — przy najmniej niech czaruje przez miodowe miesiące swego małżonka swym urokiem, podkreślonym w ten sposób najzupełniej. Jeżeli wyliczymy sześć kompletów bielizny — zdaje się nam, iż z ciągłą pomocą rozmaitych radionów i lux’ów winno to wystarczyć. O pończochach do wyprawy nikt nie wspomina — wszak i tak nie trwają dłużej, niż dwa tygodnie!

Pozostaje jeszcze wybór szlafroczka i pyjamy — wedle upodobań nowo-kreowanej małżonki. Pyjamy są dziś modne w formie kazaków lub japońskich krótkich kimon, noszonych na szerokich spodniach — straciły zresztą w ostatnich czasach wiele w oczach pani. Natomiast ciepłe szlafroczki z jedwabiu pikowanego na watolince, są znów powszechnie w użyciu — radzimy więc pannie, wstępującej w związek małżeński anno 1936 roku, koniecznie sprawić tak miły, przytulny szlafroczek z odpowiednią parą mulków — pantofelków miękkich, ozdobionych olbrzymim pomponem- O sukniach i okryciach wyprawowych nie trzeba wcale wspominać — były to sprawy aktualne w czasach, gdy się suknię nosiło pięć lat. a palto nawet piętnaście — obecnie sprawianie tego na dłuższą metę, zakrawa na humorystykę, z którą nie chce mieć nic wspólnego rozsądna nowoczesna młoda panna.

Posag panny młodej na wesoło drzewo genealogiczne
W piśmie Mucha trafiały się także żarty o drzewie genealogicznym

Niestety, nic nie wiem o wyprawie mojej Mamy, a z wypraw moich Babć i Prababć nic nie przetrwało – tak jak opisywałem to we wpisie Babcina porcelana – kruchy ślad po moich przodkach materialnych dóbr po moich przodkach przetrwało bardzo mało.

Jak trudno napisać rzetelną powieść historyczną

Po oficjalnym, suchym i mam nadzieje, że zbliżonym do naukowego opisie życia Jana Gebera, chciałem zrobić wprawkę literacka na temat Charlesa Gebera. Dzięki temu zrozumiałem jak trudno napisać rzetelną powieść historyczną. Miało to mniej więcej brzmieć tak (szkic) Czytaj dalej Jak trudno napisać rzetelną powieść historyczną

Jean Geber warszawski farbiarz z Paryża

Jean Geber był starszym bratem Charlesa, mojego 3 x Pradziadka. Był jednym z dwu pionierów pralnictwa chemicznego w Królestwie Polskim (drugim był jego szwagier Józef Judlin). Jean w niektórych ogłoszeniach używał polskiej wersji imienia – Jan, ale ponieważ na kilku ogłoszeniach podpisywał się jako Jean i niemal zawsze określał siebie jako „farbiarz przybyły z Paryża”, więc pisząc o nim zdecydowałem się konsekwentnie używać  francuskiej wersji imienia.

F Galle warszawski farbiarz z Austrii
Przed przybyciem Gebera i Judlina do Warszawy, farbiarze nie informowali, że zajmują się praniem chemicznym. Kurjer Warszawski R38 nr 46 – dod. 18 lutego1858

 

O losach dzieci Jeana napisałem dużo wcześniej  szczególnie dużo miejsca poświęcając ciekawej postaci Henryka Karola Czarneckiego, ciekawej także z punktu widzenia badań genealogicznych.

Jean Geber urodził się 2 października 1826 roku w Altkirch w Alzacji[1] jako najstarszy syn Jeana Gebera gwoździarza, czyli kowala zajmującego się wyrobem gwoździ. Prawdopodobnie uczył się zawodu farbiarskiego w pobliskiej Miluzie (Mulhouse), gdzie poznał Józefa Judlina, swojego późniejszego szwagra. Czy razem przyjechali do Królestwa Polskiego, czy Jean dołączył rok, dwa lata później, też trudno będzie się dowiedzieć. Niestety, nie ma takich informacji jak w przypadku Józefa Judlina, że otworzył farbiarnie w 1856 roku [2] czy też że wziął udział w Wystawie wyrobów rękodzielniczych z 1857 roku pod skrzydłami Józefa Worowskiego [3].

Pierwszy dokument dotyczący Jeana Gebera jest z 25 kwietnia 1858 roku akt małżeństwa Franciszką Piskorską[4], a ich świadkiem był właśnie Józef Worowski. Niewątpliwie świadczy o współpracy całej trójki.

Farbiarz z Paryża

W akcie ślubu Jean Geber określony został jako fabrykant. Kolejną istotną informacją tam zawartą jest wzmianka, że poprzednio mieszkał w parafii Świętego Jana, co w połączeniu z ogłoszeniem z 6 maja 1858 o otwarciu przez niego farbiarni [5] przy ulicy Krakowskie – Przedmieście (hipoteczny) 412 pokazuje, że jako świeżo upieczona głowa rodziny dopiero co założył swój warsztat.
Brak doświadczenia widoczny jest także w samym ogłoszeniu, ponieważ zostało złożone jako tekst, więc połowa jest w jednej kolumnie teksty, a druga w drugiej. W następnym ogłoszeniu z 15 czerwca 1858 [6], tego błędu już nie popełnił – ogłoszenie obwiedzione jest ramką.

Jean Geber (1826-1902) Ogłoszenie 1858 pażdziernik

Kolejne ogłoszenie z 1 października 1858 [7] zawiera znacznie bogatszą ofertę usług, w tym odzież „daje w domu reperować” oraz farbowanie na czarno w ciągu 24 godzin.
Ciekawe także jest określenie lokalizacji warsztatu. W pierwszych ogłoszeniach oprócz podania numeru hipotecznego wspomina, że znajduje się on na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Królewskiej. W ogłoszeniu z października dodatkowo dodał, że jest to „naprzeciw Pałacu JJWW. Hrabiów Potockich”.

Niecałe pół roku później, w lutym 1859, oprócz samego warsztatu, „Jean Geber farbiarz z Paryża” dodatkowo otworzył, tak jak byśmy to dzisiaj określili, punkt przyjmowania materiałów w tym samym domu, ale od strony ulicy Królewskiej [8]. W ogłoszeniu napisał, że to dla wygody klientów, ale może bodźcem było urodzenie się pierwszej córki państwa Geberów: Józefy Elżbiety [9]. Miejsce przyjęć, czyli sklep funkcjonowało w tym miejscu dłużej niż farbiarnia, bo w ogłoszeniu z 12 stycznia 1861 roku [10] mowa jest o przenosinach sklepu tam gdzie jest farbiarnia, czyli Nr 2406 przy ulicy Bugaj, obok domu zwanego Starą Prochownią.

Rozstając się z tą pierwszą lokalizacją farbiarni Jeana Gebera, warto jeszcze napisać, że numer hipoteczny 412 to obecnie Krakowskie Przedmieście 11 czyli „Dom bez kantów”. Ten obecnie stojący pochodzi z okresu międzywojennego i był wybudowany na potrzeby kwatermistrzostwa Wojska Polskiego. W czasach Jeana Gebera były to tzw. Kuźnie Saskie.

Lokalizacja na ulicy Bugaj nie przetrwała długo, bo już 22 lipca 1861 w ogłoszeniu [11] znajduje się nowy adres: „Podwale vis a vis pałacu Dyzmańskich, blisko kolumny Zygmunta, pod Nr 529 (nowy 8)”.

Praca najemna

Jest to ostatnie ogłoszenie Jeana Gebera. Możliwe, że związane jest to z otwarciem „fabryki” czyli wielkiej farbiarni parowej i pralni chemicznej przez Józefa Judlina we wsi Grochów w 1862 roku [12]. Jednak niecałe 20 lat później, gdy wydaje córki za mąż (1878 [13], 1884[14], 1886[15] mieszka w różnych domach na ulicy Żelaznej na odcinku od Pereca do Złotej (Twardej).
Możliwe, że wtedy znów pracował jako farbiarz z Worowskim, gdyż w 1869 roku Józef Worowski otworzył nową tkalnię na Krochmalnej 45 (hip. 917)[16]. Odległość od miejsc zamieszkania Jeana Gebera do tkalni Worowskiego wynosiła od 500 m do 1 km.

Ostatnią informacją o Jeanie Geberze jest jego nekrolog z 1902 roku [17]. W pamięci rodzinnej się zapisało, że ostatnie lata swojego życia spędził u rodziny brata Charlesa w Grochowie. Jest to zgodne z miejscem nabożeństwa żałobnego – kościołem Świętego Floriana, parafialnym dla wsi Grochów. Niestety, akta z tego roku nie zachowały się więc nic więcej z nich się nie można dowiedzieć. Również według pamięci rodzinnej Jean spoczął na cmentarzu Kamionkowskim obok Charlesa. Grób się nie zachował – został zniszczony podczas budowy Konkatedry.

żona Jeana – Franciszka z Piskorskich zmarła 12 grudnia 1917 i została pochowana na Powązkach[18]

Karol Dengler farbiarz z Anglii
Konkurencja w czyszczeniu chemicznym pojawiła się dopiero w 1862 roku Kurjer Warszawski R42 nr 163 + dod. 19 lipca 1862

Babcina porcelana – kruchy ślad po moich przodkach

Dziadkowie Smolińscy od przedwojny wynajmowali mieszkanie na Grenadierów i wszystkie cenniejsze rzeczy (w tym porcelana) przed Powstaniem Warszawskim zostały zwiezione do mieszkania Pradziadków na Czerwonego Krzyża. Na prawym brzegu miały być bezpieczniejsze. Dziadkowie zostali zaskoczeni powstaniem na letnisku w Zalesiu, a Pradziadkowie czas powstania spędzili na Powiślu. Pradziadkowie przeszli przez Pruszków i obozy w Niemczech. Stamtąd długo wracali. Mimo, że Dziadkowie z Zalesia do Warszawy przyjechali dość szybko, mieszkania już jesienią 1944 roku zostały splądrowane przez rodaków, a po zajęciu Warszawy przez Armię Czerwoną zostało przydzielone komuś innemu.

Babcina porcelana kryształowy dzban
Podobno w nim Babcia nosiła wodę ze studni
Po powrocie do Warszawy trzeba było wszystko, ale to wszystko odtworzyć. Nie było ubrań, pościeli, talerzy, sztućców. Za to na bazarach były przeróżne dobra ukradzione z mieszkań warszawskich (dopiero później zaczęły docierać „zdobycze” z ziem zachodnich). Skoro inni używali naszych rzeczy, to Babcia musiała kupić ukradzione komuś innemu. Wtedy nie było innej opcji. Starała się, aby były przynajmniej podobne do tego co było w domu przed wojną. Czasami kompromisy pomiędzy użytecznością, ceną i pięknem były trudne. Historia rodzinna głosi, że z braku wiadra Babcia wodę ze studni nosiła w kryształowym dzbanie. Z biegiem lat nastąpiły naturalne straty w porcelanie, a z drugiej strony zwiększyła się dostępność normalnych naczyń, więc porcelana Babci trafiła do serwantek i na ściany. Dopiero dostępność w internecie różnych informacji o porcelanie, sygnaturach, historii poszczególnych fabryk umożliwiła stosunkowo łatwo zidentyfikować co stoi na naszych półkach. Nie jest to cenna Miśnia, a w większości tzw. Bawaria, tym nie mniej cenna ze względów rodzinno-sentymentalnych.

Babcina porcelana

Porcelana Babci fabryka GardneraChyba najstarszymi naczyniami stołowymi są talerze, ze względu na dwugłowy orzeł w sygnaturze, nazywane w domu Carskim farforem. Są one tak grube i ciężkie, że byłem przekonany, że to fajans. Nawet myślałem, że rosyjskie słowo Фарфор oznacza fajans. Dokładniejsze przyjrzenie się sygnaturze pozwoliło mi ustalić, że pochodzi ona ze znanej rosyjskiej fabryki Francisa Gardnera. Powstała ona w 1766 roku i przez prawie 100 lat odnosiła wielkie sukcesy. Mieli nawet prawo do tytułu Dostawcy Dworu. Niestety, nasze talerze pochodzą z późniejszego okresu i nie są zdobione ręcznie. Dzięki koleżance łączącej pasję do genealogii i porcelany dowiedziałem się, że pochodzi z okresu 1870 – 1880.

Babcina Porcelana china blauZupełnie inna historia jest związana z porcelaną china blau. Babcia długo używała ten serwis herbaciany przy mniejszych okazjach – nie był specjalnie hołubiony. Była to popularna bawarska porcelana obecna w bardzo wielu domach mieszczańskich i dworkach szlacheckich. Bardzo mnie zaskoczyła obecność pojedynczej filiżanki z tego serwisu dumnie eksponowana w Muzeum Szlachty.

Porcelana Babci cukierniczka RosenthalNa samym dnie hierarchii ważności znalazła się cukierniczka. Była taką codzienną cukiernicą w domku letniskowym. Wywoziło się tam jak najgorsze, często obtłuczone, resztki serwisów. Powodem były częste włamania – mimo najróżniejszych sposobów zabezpieczania domku, zimą zawsze kogoś nęciło wejście do domku. Jak nie byli to amatorzy cudzej własności, to uciekające z domu dzieciaki czy młodzież. Pewnego dnia Mama dostrzegła, że cukierniczka ma napis Rosenthal. Więc cukierniczka wróciła do domu, ale już moich Rodziców. Teraz dzięki Internetowi odkryłem, że jest to wyrób z 1921 roku (dwie kropki pod napisem Maria). Serwis Biała Maria został zaprojektowany w 1914 roku, więc jest to egzemplarz z pierwszych lat produkcji.

Inne ciekawostki z witryny

Porcelana Babci fabryka GiescheWielkie zaskoczenie zafundowała mi już nie porcelana babcina, a wielki serwis, który rodzice dostali lub kupili z okazji ślubu (1958 rok). Większość standardowych elementów (talerze filiżanki) sygnowana jest złotym znakiem kotwicy podpisany Viktoria. Nie udało mi się znaleźć tej sygnatury. Natomiast rzadziej występujące elementy są sygnowane znakiem fabryki Giesche z okresu 1928 – 1929. Podejrzewam, że sosjerki, cukierniczki i bombonierki pochodziły ze starych zapasów, ale nie były wtedy jeszcze pomalowane, bo wzór na nich niczym się nie różni od wzoru na talerzach i filiżankach. Trudno mi uwierzyć aby cała zastawa pochodziła sprzed wojny.

Porcelana Babci ceramika prababciNa zakończenie znów nie babcina i nie porcelana. Według mojej mamy te dwa flakony były jedyną rzeczą, którą mieliśmy po jej prababci. Niestety chyba nigdy nie powiedziała po której z prababć. Mieszkanie moich Pradziadków Smolińskich kompletnie spłonęło w powstaniu (Żurawia 16), więc raczej chodziło o Prababcię od strony (moich) Pradziadków Zaruskich. Praprababcia Zaruska z domu Wyrzyk zmarła bardzo młodo (1885) i pamięć o niej w rodzinie niemal zupełnie zanikła. Najbardziej prawdopodobne jest to, że były to flakony mojej Praprababci Emilii Duma de Vajda Hunyad z domu Geber. Żadnej sygnatury nie mają, więc prawdopodobnie nic więcej się o nich nie dowiem.

W naszych domowych witrynkach stoją różne wyroby z porcelany. Czasami mają jeszcze krótszą historię – przyszły do nas bezpośrednio ze sklepu i wyglądają znacznie lepiej. Niedaleko siebie stoi przedwojenny Köenigszelt i milenijna seria Wedgwood. Jednak zbiory Babci, powstałe w tak ciężkich czasach mają dla nas największą wartość – sentymentalną.