Rodzina Wyrzyków z Ziemi Liwskiej

Zamek w LiwiuGazeta Wyborcza umieściła tekst o rodzinie Wyrzyków za paywallem, więc zamieszczam go tu dla moich czytelników.

Zajmując się historią rodziny prawie od 10 lat, raz za razem przekonuję się, że jak się głębiej poszuka, to każda historia rodziny co rusz ociera się o wielkie wydarzenia i postaci historyczne. Dobrym przykładem jest rodzina Wyrzyków z Ziemi Liwskiej.
Rodzina Wyrzyków to „starożytny” ród szlachecki. Pierwszą wzmiankę o nim można znaleźć w Kodeksie dyplomatycznym Księstwa Mazowieckiego, w którym w 1476 roku książę Czerski i Liwski Konrad III Rudy wydał dokument zwalniający niektóre dobra ze służebności stawiania i naprawiania zamku Liwskiego. Wymienieni w nim są Wyrzykowie z Polkowa, Jaczewa i Wyrzyków (część wsi Skarżyn) – wsi leżących niedaleko Liwia. Który z nich był moim przodkiem tego pewnie się nigdy nie dowiem – poszukiwania w księgach kościelnych zaprowadziły mnie najdalej do Marka Wyrzyka z Karczewca, który zmarł w 1725 roku mając około 85 lat.

Liw miasto i zamek

Karczewiec leży w parafii Liw, więc pewnie moi przodkowie często odwiedzali miasteczko. Niestety, w XVIII wieku zamek w Liwiu był już w ruinie – został zniszczony podczas wojen szwedzkich. Nie odbudowano go, ponieważ w XVII wieku nie był już potrzebny.
Liw w XIV wieku strzegł wschodnich granic Mazowsza i był jednym z głównych warowni Księstwa Mazowieckiego. Po włączeniu Księstwa do I Rzeczpospolitej Liw zyskał jeszcze na znaczeniu, będąc miastem granicznym pomiędzy Koroną a Litwą leżącym na jednym z najważniejszych traktów handlowych zwanym Wielkim Gościńcem Litewskim. O prestiżu ówczesnego miasta może świadczyć fakt, że był rozważany jako miejsce elekcji polskich królów. Wojny ze Szwedami i zmiany ekonomiczne w XVII wieku spowodowały powolny upadek miasteczka. Dalsze duże zniszczenia okolicy nastąpiły w okresie wojen napoleońskich – szlak Wielkiej Armii idącej na Moskwę wiódł również przez Liw. A ostatecznie, po powstaniu styczniowym za udział mieszkańców w tym zrywie narodowym, odebrano miejscowości prawa miejskie i Liw stał się wsią leżącą pod Węgrowem.

Józef/Piotr Wyrzyk – niespokojny duch

Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku w Ziemi Liwskiej majątki były już tak rozdrobnione, że niemal cała tamtejsza szlachta parała się uprawą własnej roli osobiście. Rodzina Wyrzyków nie należała do wyjątków. Adam urodzony w 1759 roku – mój pięć razy pradziadek również samodzielnie uprawiał rolę – w księgach kościelnych był określany jako rolnik na fortunie osiadły lub szlachcic rolnik. Większość jego dzieci (a miał ich 6cioro) pożeniła się albo wychodziła za mąż za partnerów pochodzących z najbliższej okolicy (Karczewski, Strupiechowski, Wąsowska, Połaska, Górska) i tam pozostali. Jedynie z Józefa/Piotra był duch niespokojny – nawet imię zmienił z Józefa na Piotr pomiędzy 1830 a 1834 rokiem. Czy to było związane z Powstaniem Listopadowym, podczas którego w okolicy toczyły się wielkie bitwy (pod Liwiem, Dębem Wielkim), czy też innymi wydarzeniami, tego pewnie nigdy się nie dowiem.
Z odnalezionych aktów wynika, że Józef/Piotr urodził się w 1788, był ekonomem w folwarku Dębe Wielkie, gdzie się ożenił w 1825 roku, a następnie zarządzał folwarkiem w Wólce w parafii Pustelnik (urodziny dzieci w 1826 i 1827).
Dwadzieścia lat wcześniej najprawdopodobniej do tej samej Wólki (jest kilka Wólek leżących obok siebie w parafii Pustelnik) sprowadził się z żoną dziadek Romana Dmowskiego – Kazimierz. Jest również prawdopodobne, że tam również urodził się ojciec Romana – Walenty. Sam Roman Dmowski urodził się w Kamionku – ale to już opowieść o innej części mojej rodziny.
Wracając do Józefa/Piotra, w 1830 mieszkał w Pniewniku (tam urodził się mój przodek Walenty). Kolejnym miejscem zamieszkania, co najmniej od 1836 roku była wieś Dłużew w parafii Kołbiel, gdzie mieszkali przynajmniej do 1840 roku (wtedy się urodziła najmłodsza córka Julia). W latach 1846 – 1856 Józef/Piotr był zatrudniony w dobrach wilanowskich: zarządzał folwarkiem Olechów (dziś Las Kabacki koło Kierszek), Moczydło (dziś Ursynów) oraz był pisarzem w folwarku Wolica (również Ursynów). Na starość, zajął się nim jego syn, a mój trzy razy pradziadek – Walenty. Zmarł w 1877 roku w Olszaku pod Pułtuskiem.
Józef/Piotr w ciągu swojego życia zmieniał pracę i przeprowadzał się co najmniej osiem razy. Nie jest to niezwykle dużo w porównaniu bliższą i dalszą rodziną będącą również zubożałą szlachtą. Większość z nich przeprowadzała się cztery do sześciu razy w życiu, tracąc zwykle kontakt ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Rzadko się zdarzało, aby rodzina pojawiała się na chrzcinach dzieci, więc rodzicami chrzestnymi ich potomstwa byli zwykle sąsiedzi, z którymi kontakt się urywał przy kolejnej przeprowadzce. Jakże jest to inny obraz w porównaniu ze stereotypem „starych dobrych czasów”! Wtedy część ludności była znacznie bardziej mobilna niż dzisiaj, a więzy rodzinne trudniejsze do utrzymania – przecież nie było tak dobrze funkcjonującej telekomunikacji, a i listy wędrowały dłużej.

Walenty Wyrzyk – zesłaniec po powstaniu styczniowym

Zatrudnienie Józefa/Piotra w dobrach wilanowskich (wtedy należących do Potockich) przyniosło rodzinie jednak pewną stabilizację. Administracja dóbr popierała zatrudnianie kolejnych członków rodzin osób tam już pracujących. Rodzina Wyrzyków nie była wyjątkiem, na przykład, trafili do Wawra synowie brata Józefa/Piotra (brat przez całe życie nosił imię Józef). Oczywiście w dobrach wilanowskich był również zatrudniony Walenty. Mimo, że niemal przez całe życie miał jednego pracodawcę, nie obyło się bez przeprowadzek, które można nazwać, że stanowiły swojego rodzaju awanse.
Walenty Wyrzyk ożenił się z Feliksą Ołtuszewską w 1850 roku w Węgrowie, czyli znów niedaleko Liwia. Walenty był wtedy leśniczym w majątku Ruchna, a Feliksa mieszkała z rodzicami w pobliskim Ludwinowie. Możliwe, że młodzi znali się stosunkowo długo – ojciec panny młodej również był ekonomem i często zmieniał miejsce pracy. Tak się złożyło, że mimo częstych przeprowadzek, wielokrotnie rodziny Ołtuszewskich i Wyrzyków mieszkały niedaleko siebie, nawet w tych samych parafiach, więc najprawdopodobniej się znali i spotykali nawet jako dzieci.
Państwo młodzi w kilka miesięcy po ślubie przenieśli się do leśniczówki Pogorzel niedaleko Otwocka. Było to związane z podjęciem pracy przez Walentego właśnie w dobrach Wilanowskich. Następne przenosiny nastąpiły 1 lipca 1862 do Wawra, w związku z otrzymaniem stanowiska leśniczego lasów Zastowskich, gdzie jednocześnie powierzono mu obowiązki Zastępcy Wójta Gminy Wawer. W związku z pełnieniem tej funkcji, w 1963 roku trafił się Walentemu długi urlop, ponieważ został wysłany na wakacje w głąb Rosji przez carskie biuro podróży wyrokiem Audytoryatu Polowego. Nie udowodniono mu udziału w powstaniu, a jedynie pomaganie powstańcom, więc i wyrok nie był ciężki. Walenty trafił do Krasnoufimska w guberni Permskiej, gdzie poznał między innymi Kaliksta Piłsudskiego, kuzyna Józefa Piłsudskiego oraz Jakuba Salingera. Ten ostatni spisał wspomnienia z podróży, jaką odbyli zesłańcy po powstaniu 1863 w głąb Rosji. Jakub Salinger był bogatym kupcem i jego przewinienia także nie były ciężkie, więc opis zupełnie odbiega od stereotypów słyszanych w szkole czy obrazów typu „Pochód na Sybir” Artura Grottgera. Na przykład: złowroga kibitka okazuje się po prostu wozem chłopskim, który wynajmowano na czas podróży, a problemami, z którym się borykają podróżnicy to brak restauracji czy niezbyt czysta pościel na niektórych przystankach. We wspomnieniach wydanych w formie książeczki znajduje się też jeden z listów, które wysyłał Jakub Salinger do swojej żony. Właśnie w tym jedynym zachowanym liście z 1866 roku jest informacja o moim przodku.
Walenty wrócił do kraju z zesłania w maju 1866 roku i dzięki doskonałej opinii z poprzednich lat pracy został ponownie zatrudniony w dobrach wilanowskich, mimo że początkowo nie było wolnych stanowisk. Przez pierwszy rok dawano mu różne prace przy Jeneralnym Nadleśnym, a od 1 lipca 1867 objął posadę Nadzorcy Leśniczego w dobrach Kleszewo należących do Potockich.
W 1875 roku w pobliskim Pułtusku wybuchł wielki pożar, który pochłonął większą część miasta. Rozsławił go przebywający niedaleko Henryk Sienkiewicz, który opisał pożogę dla gazety, w której pracował oraz, jak głosi legenda: wykorzystał do opisania sceny pożaru Rzymu w swojej powieści Quo Vadis. A w innej gazecie, Kurierze Warszawskim zamieszczono notatkę, że „Walenty Wyrzyk, główny administrator i zarządca dóbr hr. Alfreda Potockiego przybywszy z sześćdziesiątką swoich ludzi na miejsce pożaru Pułtuska, nieomal z narażeniem własnego życia stłumił potęgę rozpasanego żywiołu”.
Dwa lata po pożarze Walenty wydał za mąż swoją córkę Walentynę moją praprababkę, za Michała Mariana Zaruskiego. Na tym się kończą moje genealogiczne związki z rodem Wyrzyków, ale nazwisko Wyrzyk nawet w tej gałęzi przetrwało: Walentyna oprócz sióstr miała brata – Mariana Wyrzyka.
Posłowie.
Dwa lata temu, udało się nam spotkać w gronie reprezentującym wszystkie troje dzieci Walentego. Podczas oglądania zdjęć okazało się, że zachowały się zdjęcia całej trójki, tylko ja nie wiedziałem, że nieopisane zdjęcie w moim albumie to wizerunek Walentyny Wyrzyk. Po kilku miesiącach pisania blogu od kuzynki, która się dzięki niemu dowiedziała o mnie, otrzymałem opinię o pracy Walentego, którą napisał Jacenty Pancer pełnomocnik hrabiego Augusta Potockiego, właściciela dóbr wilanowskich. Warto wspomnieć, że Jacenty był bratem Feliksa – inżyniera, którego najbardziej znanym dziełem był tzw., wiadukt Pancera w Warszawie. A całkiem niedawno udało się do drzewa Wyrzyków dopisać kolejnych żyjących kuzynów.
Genealogia to nie tylko badanie losów rodziny. Oznacza również przynależność do kręgu osób, których łączy wspólna pasja, wzajemna pomoc i których można spotkać na Facebooku o każdej porze dnia i nocy. Środowisko genealogiczne dorobiło się własnego miesięcznika „More Maiorum”, a liczba systematycznie prowadzonych blogów ciągle rośnie. Najstarsze z nich jak W poszukiwaniu korzeni mają ponad 5 lat, a wiele innych jak Moje potyczki z genealogią, czy Kim Oni byli dawno skończyły rok. Pasja do poszukiwania korzeni nawet doprowadza do trwałego połączenia drzew genealogicznych poprzez połączenie genealogów węzłem małżeńskim.
W moim przypadku, doprowadziła tylko do odnalezienia wśród innych genealogów kuzynów, czyli osób, z którymi mam wspólnych przodków. Rodzina Wyrzyków pod tym względem jest najliczniejsza w moim drzewie genealogicznym.

Dodaj komentarz